Wywiad z Gwiazdą: Josh Groban – Jestem gotowy by się ustatkować!

– Podejrzewam, że to, co jest dla mnie sexy, nie będzie sexy dla większości ludzi. Zawsze lubiłem takie przekorne rzeczy. Dla mnie artystyczne piosenki są seksowne.

– Podejrzewam, że to, co jest dla mnie sexy, nie będzie sexy dla większości ludzi. Zawsze lubiłem takie przekorne rzeczy. Dla mnie artystyczne piosenki są seksowne. Dorastając, kochałem się w Bjork, była dla mnie najbardziej seksownym stworzeniem. To jak ona się ruszała i śpiewała było dla mnie totalnie sexy.  Z Joshem Grobanem  rozmawia Roman Rogowiecki.

 

Josh, dziękuję, że zgodziłeś się na wywiad. Powiedz, jakie niespodzianki niesie album All That Echoes dla Twoich wiernych fanów?
– To, co będzie niespodzianką dla nich, było także niespodzianką dla mnie. Konkretnie mam na myśli cały zbiór wielkich, twórczych niespodzianek. Weszliśmy do studia nie wiedząc, co popłynie z głośników. Większość muzyki powstała w wyniku improwizacji, tworzona na żywo w studiu. Gdy rodziło się coś ciekawego, natychmiast staraliśmy się rozwijać takie pomysły. Myślę, że wznieśliśmy się tą płytą ponad nasze wszelkie oczekiwania. Uważam też, że zawsze powinno się dawać fanom więcej niż oczekują. Niewątpliwie, między poprzednim albumem a tym jest duża różnica w samej jego energii i przekazie emocjonalnym. Mam nadzieję, że fani będą mile zaskoczeni.

Jestem przekonany, że tak będzie, bo ja jestem tą płytą mile zaskoczony. A co nowego odkryłeś w sobie nagrywając tę płytę? 
– Dowiedziałem się nie tyle od muzyków, z którymi nagrywałem, ale głównie od producenta Roba Cavallo, co jest dla mnie najważniejsze w muzyce i z czym nie chcę się nigdy rozstać. Rozmawialiśmy dużo na ten temat. On powtarzał mi, że musimy iść dalej, że mój głos stać na więcej niż pokazałem dotychczas. Powtarzał, że możemy odkrywać nowe rzeczy pozostając jednocześnie wiernymi mojemu stylowi, temu za co lubią mnie fani. Dzięki tej płycie nauczyłem się, jak można bawić się pracą w studiu tworząc nowe dźwięki, nową muzykę. Mam nadzieję, że słuchanie tej płyty też będzie dobrą zabawą. Naprawdę praca nad tą płyta była wielką przyjemnością i dzięki niej jestem teraz lepszym kompozytorem, wiem na ten temat więcej. Potrafię też lepiej słuchać i łączyć różne muzyczne światy tworząc coś własnego. Jestem wdzięczny za takie doświadczenie.

Jesteś bardzo wymagającym artystą. Trudno Ci jest pewnie znaleźć dobrą piosenkę, którą chciałbyś nagrać… 
– Rzeczywiście, jest trudno i dlatego zaczyna się pisać samemu. Zaczyna się pisać z frustracji, bo dostajesz 10 piosenek i zaczynasz się zastanawiać czy rzeczywiście masz to śpiewać, czy to jest dla mnie. Mówimy na to w Ameryce, że włącza się wtedy taki autopilot. Wiadomo, że piosenek jest masa, ale bardzo rzadko znajdujesz taką, która jest wyjątkowa, na szóstkę, i do tego idealnie pasuje do twojego głosu i twojej twórczości. Dobra piosenka zdarza się rzadko. Te przeróbki, które znalazły się na nowej płycie, należą do tej najwyższej kategorii, nie mogliśmy uwierzyć w swoje szczęście znajdując piosenki takie jak She Moves To The Fair czy nieznany nikomu utwór z Norwegii – Hollow Talk. Sam napisałem kilka utworów z zamiarem pobicia tamtych piosenek. Mieliśmy jeszcze 10-12 naprawdę dobrych coverów, ale zapytałem siebie, co chcę powiedzieć tymi piosenkami? Które z nich będą bardziej osobiste? No i tak to się potoczyło. Jestem bardzo szczęśliwy, że piosenki, które napisałem, okazały się lepsze od pozostałych coverów. To wspaniałe uczucie.

Mam wrażenie, że śpiewasz coraz bardziej z głębi swojej duszy. Do tego dochodzi więcej subtelności, nie popisujesz się skalą głosu jak kiedyś. Twój komentarz? 
– Bardzo się cieszę, że to powiedziałeś. Naszym celem było, po pierwsze dołożenie odrobiny soulu. Nie chodziło o zmianę stylu śpiewania czy samej muzyki, ale o to wnętrze. Można korzystać z całej techniki wokalnej, ale tu chodziło o wydobycie na wierzch pewnej ekspresji, tak by ten śpiew był otwarty i niejako uwolniony. Ponadto, chcieliśmy wykorzystać niuanse różnych stylów wokalnych. W założeniu producenta Roba Cavallo mój głos miał być zawsze moim głosem, bez względu na to czy śpiewam głośno czy cicho. Jemu chodziło o ekspresję, a nie technikę śpiewania, bo technikę już miałem. Mówił mi: śpiewaj, bo to kochasz, śpiewaj z jak największym uczuciem. Dlatego w moim śpiewaniu na tej płycie jest wiele niuansów, nie czułem presji, by śpiewać wielkim głosem. Jeśli tak jest, to znaczy, że tak miało być. Nie bałem się śpiewać spokojnie gdy wymagała tego piosenka. To jest niewątpliwie jeden z najbardziej ekspresyjnych, od strony wokalnej, albumów w mojej karierze.

Zgadzam się, ale mnie zaintrygował ten skandynawski utwór Hollow Talk, który kojarzy mi się z jakimś motywem filmowym, taki ma klimat.

– To prawda, to jest utwór norweskiego zespołu The Choir Of Young Believers i jak zauważyłeś jest bardzo filmowy. Jak zamkniesz oczy widzisz tę historię, tę smutną historię, która ma wiele poziomów, to jest spory odlot. Potrzebujesz tych sześciu minut, by wejść w tę historię. Nie wiedziałem czy ten utwór będzie dla mnie dobry, ale to przykład wyjątkowej piosenki na szóstkę, z tym, że były wątpliwości, czy ona jest rzeczywiście dla mnie. Kiedy zaczęliśmy nad nią pracować byłem mile zaskoczony. Uznałem, że moja wersja jest cool, że jest naprawdę dobra. Mieliśmy wątpliwości, ale one rozwiały się w czasie pracy nad tym utworem. Dołożyliśmy do niego rockowy klimat, szczególnie w środkowej części. Co do bardziej rockowego klimatu całej płyty, to chodziło nam o tę energię, chcieliśmy znaleźć sposób, by dodać muzyce tej energii, ale bez zmiany mojego stylu śpiewu. To była idealna piosenka to takiego zabiegu.

Skąd bierze się u Ciebie zdolność znakomitego śpiewania w różnych językach? Nie tylko po francusku, włosku, hiszpańsku i portugalsku, ostatnio nagrałeś utwór po japońsku… 

– Tak, to prawda (śmiech). To kwestia mojego słuchu. Jeśli ma się słuch muzyczny to łatwiej przyswoić sobie inny język. Śpiewając ze słuchu łapiesz akcent, to robi się prostsze. Swoją drogą lubię uczyć się języków, jako wokalista musiałem uczyć się włoskich arii i to zbliżyło mnie do tego języka. Języki generalnie są dla mnie bardzo muzyczne i bardzo ważne w opowiadaniu historii. Ilekroć chciałem przetłumaczyć jakiś utwór z francuskiego czy włoskiego na angielski, to nie zgadzał mi się rytm, słowa nie spływały tak jak powinny i wręcz bardzo dobra piosenka stawała się słaba… Ja wolę wykonać ekstra pracę i proszę fanów, by bardziej wsłuchiwali się i podać piosenkę w jej oryginalnym języku. Zaryzykowaliśmy to na mojej pierwszej płycie, to się spodobało i dlatego nadal tak robię. Co roku staram się śpiewać w nowym języku. W zeszłym był to portugalski, w tym – japoński (śmiech).

Może jak wpadniesz znowu do Polski to złapiesz polski akcent?

– Tak to się właśnie zaczyna, że ktoś mnie prosi, żebym zaśpiewał po polsku. Może to będzie następny język.

A propos Polski, to kilka lat temu zaśpiewałeś z maestro Placido Domingo wiersz papieża Jana Pawła II. Trudno było Ci go zinterpretować? 
– Szczerze, to trudno o lepszego autora tekstów jak papież. Jan Paweł II był kochany przez wszystkich, nie tylko katolików. Ja nie byłem wychowany w wierze katolickiej, ale bardzo ceniłem jego dobroć, to, że był kochany na świecie jako osoba publiczna. Okazało się też, że był wielkim poetą, miał talent do pisania poezji. Myślę, że pisał słowa, które wznosiły się ponad jego własne związki, to były słowa dla całego świata. Kiedy Placido powiedział mi, że pisze muzykę do tekstów papieża, na co miał błogosławieństwo z Watykanu, uznałem, że to wspaniała okazja nie tylko zaśpiewać w duecie z wielkim maestro Placido Domingo, ale także by oddać tym hołd papieżowi. To był dla mnie wielki zaszczyt, to znakomity utwór i cieszę się, że znalazł się na tej specjalnej płycie.

Poznałeś papieża i wielu innych wielkich ludzi. Jakie spotkanie pozostało w Twojej pamięci jako wyjątkowo szczególne?

– Muszę powiedzieć, że takim wyjątkowym dla mnie spotkaniem była rozmowa z Nelsonem Mandelą. Kiedy odwiedziłem po raz pierwszy Afrykę Południową on zaprosił mnie do swojego gabinetu. Ja obiecałem mu pomoc w jego kampanii na rzecz walki z AIDS, rozmawialiśmy o tym, co mogę w tej kwestii zrobić i o tym, co on robi u siebie i na całym świecie. Potem mogłem oddać mu hołd śpiewając dla niego piosenkę. Poznanie go uważam za jeden z największych zaszczytów w moim życiu. Gwiazdy mnie nie porażają, to są tylko ludzie (śmiech). Kiedy jednak spotyka się kogoś takiego jak on, to jest to zupełnie inne uczucie. Wtedy starałem się mówić jak najmniej, tak by nic mi nie umknęło. To wspaniały człowiek.

Jakie zmiany zaobserwowałeś w sobie przez ostatnie 10 lat, kiedy wspiąłeś się na szczyty list przebojów? 

– Staram się być bardziej zrelaksowany. Kiedy zaczynałem miałem w sobie masę energii, ale ta praca łączyła się z wielkim stresem i nerwami. Trzeba być profesjonalistą, starać się być jak najlepszym. Miałem wielkie szczęście, bo udało mi się osiągnąć tyle rzeczy, o których nie myślałem. Jestem zadowolony z nowej muzyki, z mojego życia, z moich fanów. Jestem generalnie wdzięczny i w tej wdzięczności jest to moje zadowolenie. Moi fani cieszą się tym, co robię, więc ja też mogę się tym cieszyć. Nie jestem wyluzowany gdy tworzę muzykę lub gdy ją wykonuję, ale staram się kochać różne, małe rzeczy. Cieszę się z fajnych rzeczy, które daje mi mój zawód, czyli z podróży po całym świecie i spotkań z fanami. To jest naprawdę cool, że mogę to robić i to jest plus mojej pracy. Teraz się tym cieszę, ale kiedyś lądowałem gdzieś i martwiłem się, co o mnie powiedzą, co mam zaśpiewać. Teraz mówię: czas na zabawę (śmiech). To jest ta największa zmiana.

A co powiesz o swoim dążeniu do perfekcji? 
– Potrafię być bardzo wymagający wobec siebie i bardzo samokrytyczny. Trudno mi słuchać moich nagrań, gdy już są wydane, bo zawsze chciałbym coś w nich zmienić. Najlepsze, co mogę w takiej sytuacji zrobić, to przestać o tym myśleć, bo przecież i tak starałem się to zrobić perfekcyjnie. Z drugiej strony wiem, że te rzeczy, których lubię słuchać, nigdy nie są idealne. Czasami dążenie do perfekcji może dać odwrotny rezultat.

Co jest perfekcyjne?

– Nie ma czegoś takiego. Staram się być jak najlepszy i pamiętać o tym, co chcę osiągnąć. Generalnie chodzi mi o jak największą ekspresję, o bycie jak najbliżej tej piosenki, by śpiewać ten utwór tak, jak on tego wymaga. Jeśli jestem w stanie to wszystko osiągnąć, to powinienem być z takiego nagrania zadowolony. W sumie to zawsze loteria.

Rozwija się Twoja kariera aktorska i zagrałeś w drugim filmie – Coffee Town. Powiedz, o czym on jest i kogo w nim grasz.
– To zabawny film, komedia o kawiarni. Odwiedzając Starbucksa widzisz, jak ciekawe rzeczy dzieją się w takim miejscu, jak dynamicznie tam wszystko się zmienia. Są faceci, którzy siedzą cały dzień wpatrzeni w laptopa i piją jeden łyk kawy na godzinę, tak by mogli siedzieć tam cały dzień. Może facet za ladą gra w zespole rockowym i Starbucks to jego praca na boku. Ja gram takiego faceta, występującego w zespole rockowym, ale niezbyt w tym dobrego. On nie jest zły na swoje życie, ale nie lubi tych, którzy siedzą w kawiarni przez cały dzień, przy jednej kawie. Film ma ciekawą historię, jest też w nim wątek miłosny. Jego bohaterowie to ludzie, przesiadujący w tej kawiarni. Dochodzi tam nawet do napadu, generalnie jest dużo wesołych scen. Kręcenie tego filmu było dobrą zabawą, bo moja rola to odwrotność mojej osoby. W filmie mam brodę oraz sporo tatuaży, jak przystało na rockmana. To było bardzo fajne.

A czego nauczyłeś się o sobie grając tę rolę?
– Tego, że trzeba wnieść do swojej roli taki sam artyzm, jaki wnosi się do piosenek. Nie można niczego robić na siłę, trzeba sprawić, by wypaść naturalnie. Okazuje się, że jestem lepszy w komediach niż w dramatach. Jestem lepszym dramatycznym wokalistą, nie potrafiłbym śpiewać dobrze piosenek komediowych. W aktorstwie sprawdzam się lepiej jako komik. Pracując przy dramacie na planie panuje cisza, przy komedii wszyscy wokół się śmieją, jest ta natychmiastowa reakcja. To mi się podoba, bo człowiek wie, że coś zrobił dobrze, kiedy słyszy, że inni patrząc na to się z tego śmieją.

Z reguły śpiewasz o miłości, prawda? Jaka piosenka jest dla Ciebie najlepszą piosenką miłosną wszechczasów, a jaka wyraża miłość najlepiej w Twoim repertuarze?

– W moim odczuciu jedną z najbardziej idealnych piosenek o miłości, zarówno tekstowo jak i od strony melodii, jest Unchained Melody – Righteous Brothers. Ilekroć ją słyszę, podkręcam ją głośniej. To jest jedna z najbardziej niesamowitych melodii, jakie kiedykolwiek napisano. Gdybym zrobił listę piosenek, które chciałbym kiedyś zaśpiewać, to ona byłaby na tej liście. Nie zaśpiewam jej jednak, bo zostało to już zrobione wręcz idealnie. Jeśli chodzi o mój repertuar, to głównie bazuję na piosenkach miłosnych i trudno mi wybrać jeden utwór. O rany, na poprzedniej płycie jest bardzo osobisty utwór Love Only Knows. Ta piosenka opisuje moje podejście do miłości z ostatnich kilku lat. Nowa płyta jest bardziej pozytywna, jest w niej więcej nadziei, jeśli chodzi o miłość. Śpiewanie piosenki Steviego Wondera – I Believe When I Fall In Loveoddaje w 100 procentach nastrój, w jakim chce się być, gdy myśli się o nowym, ekscytującym związku.

Czy to znaczy, że zakochałeś się na zabój? 
– Nie (śmiech). Nie, ale jestem otwarty na coś takiego. Do tej pory byłem profesjonalnym wokalistą, ale teraz jestem gotowy, by się ustatkować.

Wiele dziewczyn twierdzi, że Twoje piosenki są bardzo seksowne. Jaka muzyka i wykonawcy są według Ciebie seksowni? 

– Niech pomyślę. Podejrzewam, że to, co jest dla mnie sexy, nie będzie sexy dla większości ludzi (śmiech). Sam nie wiem. Zawsze lubiłem takie przekorne rzeczy. Dla mnie artystyczne piosenki są seksowne. Dorastając, kochałem się w Bjork, była dla mnie najbardziej seksownym stworzeniem. To jak ona się ruszała i śpiewała było dla mnie totalnie sexy. Myślę, że teraz jest sporo takich wykonawców, którzy potrafią opowiadać swoim głosem bardzo intymne historie. Florence Welch jest pod tym względem bardzo seksowną wokalistką. Ktoś, kto wręcz płynie po scenie, jest dla mnie sexy. Nie podziwiam takich wykonawców, którzy niejako zdają się mówić: spójrz na mnie, bo jestem sexy. Dla mnie to nie jest sexy, to jest przesada. Wolę takie kobiety, które delikatnie zapraszają do siebie, to jest dla mnie sexy.

Wiem, że masz własną fundację. Czy możesz coś o niej powiedzieć, jaki ma cel? 

– Miałem szczęście dorastać w Los Angeles, w mieście gdzie dookoła było dużo sztuki. Moi rodzice byli niesamowici i pozwolili mi, bym edukował się artystycznie i to mnie wewnętrznie zmieniło. Widziałem też jak sztuka zmieniła życie innych ludzi, bez względu na to czy stała się ich profesją czy też nie. Fundacje mają na to wielki wpływ. Moja fundacja nazywa się Find Your Light i jej celem jest budzenie wrażliwości na sztukę u młodych ludzi. Chodzi mi o powrót edukacji artystycznej, którą zlikwidowano w moim kraju. To był taki drastyczny krok, że czuję się zobowiązany, by te dzieciaki miały okazję – tak jak ja miałem – nauczyć się gry na dowolnym, wybranym instrumencie, występować w sztukach, musicalach czy operach. By mogły obcować ze sztuką. Chcę, by dzięki tej fundacji stawały się bardziej wszechstronnymi ludźmi. W to wkładam teraz całą moją pasję.

Sprzedałeś już ponad 25 milionów płyt. Może dzięki tej rozmowie będzie 26
Może 27. Co sam sobie tym udowodniłeś? 
– Nie spodziewałem się takiej sprzedaży płyt. Udowodniłem sobie, że jeśli będę szczery wobec siebie i jeśli będą tworzył muzykę, którą kocham, nie będę się przejmował modą i trendami, tylko będę sobą, to ludzie to kupią (śmiech). Najgorsze, co się może zdarzyć jakiemuś twórcy, to gonienie za czymś, naśladowanie kogoś albo trzymanie się na fali jakiejś mody. Miałem wielkie szczęście, że nie będąc koniecznie ulubieńcem prasy czy kimś często nagradzanym, pozostałem zawsze sobą. Ja i moi fani śmiejemy się ostatni, bo jesteśmy zawsze razem. Ilekroć dołączają do nas nowi fani, to czuję się świetnie, bo wolno rośniemy w siłę i robimy razem coś dobrego.

Jesteś taki miły i skromny. Zastanawiam się, co zawsze robisz przed koncertem, masz jakiś własny rytuał?
– (Śmiech) daję każdemu szczeniaczka, małego pieska… Nie, nie, żartowałem. Za kulisami jest nudno, ekscytujące rzeczy dzieją się na scenie. Przed koncertem odpoczywam tyle, ile to możliwe, piję dużo wody, sikam, piję wodę i znowu sikam. Potem wchodzę na scenę. Kulisy nie są u mnie rockowe, nie jestem rockmanem. Nawet rockmani nie szaleją za kulisami, bo trzeba być zdrowym by grać naprawdę dobrze przez dwie godziny. Trzeba być wypoczętym i gotowym by zagrać dla publiczności najlepszy koncert, jaki widziała w życiu. Za kulisami koncentruję się na sobie, czasami słucham muzyki z iphona.

W Twoich piosenkach jest dużo słów, prawie jak u raperów. Czy miewasz chwilowe zaniki pamięci i zastanawiasz się, co teraz, co mam śpiewać?

– Kiedy pisze się teksty, trzeba wiedzieć, jak dać w piosence chwile wytchnienia, nie można tego robić przypadkowo w połowie zdania. Tekst musi pasować i dobrze brzmieć. To dwie ważne rzeczy, bo nie chodzi tylko o to, by tekst był dobry od strony literackiej. Liczy się też to by dobrze brzmiał. Czasami gdy pisze się teksty, można złapać się na tym, że coś, co brzmi dobrze, w sumie nie ma sensu. Choć niektórym wykonawcom to się udaje więc chyba będę musiał sam tego spróbować (śmiech). Zauważyłem podczas występu w Polsce, że mogę śpiewać coś innego i że to nikomu nie przeszkadza. Dla mnie słowa są bardzo ważne bo mam teatralne przygotowanie, tekst i muzyka to całość. To prawda, że czasami zapominam tekstów, jak się zdenerwuję, ale to jest ok., bo wtedy śpiewam głupstwa, a ludziom to się podoba.

A jakie jest Twoja filozofia, życiowe motto?
– Nie mam specjalnej filozofii. Uważam, że w życiu trzeba być uprzejmym, szczególnie w tym przewrotnym biznesie, w jakim jestem. Zauważyłem, że ci, którzy przetrwali w nim najdłużej, zawsze są mili dla otoczenia, bo liczy się wysiłek całej drużyny. Rób to co kochasz z wielką pasją albo zmień zawód. Nie ma czasu do stracenia. Jestem jednym z najszczęśliwszych ludzi na świecie, bo mam możliwość robić, to co kocham, z całą pasją. Mam nadzieję, że inni ludzie też tak robią.

Rozmawiał: Roman Rogowiecki

Tekst pochodzi z portalu www.planetakobiet.com.pl

Tulia reprezentantem Polski na Eurowizja 2019! Zespół Tulia w wywiadzie „Kochamy muzykę, która nas wzrusza”.

Tulia reprezentantem Polski na Eurowizja 2019! Zespół Tulia w wywiadzie „Kochamy muzykę, która nas wzrusza”.

Tulia Biczak, Joanna Sinkiewicz, Patrycja Nowicka, Dominika Siepa tworzą zespół Tulia. To te szczecinianki zostały wybrane jako reprezentantki Polski na konkurs Eurowizja 2019.  W zeszłym roku podczas festiwalu w Opolu zespół TULIA w pięknym stylu

Oceń ten artykuł:

1 gwiazdka2 gwiazdki3 gwiazdki4 gwiazdki5 gwiazdek (145 głosów, średnia: 4,17 z 5)
zapisuję głos...
Komentarze
  1. martucha180  17 marca 2014 16:45

    Bardzo profesjonalny wywiad, pytania przemyślane i tworzące z odpowiedziami całość myślową.

    Odpowiedz
  2. bbo  17 marca 2014 19:00

    I czytanie wciąga 😉

    Odpowiedz
  3. lilkawodna  17 marca 2014 19:35

    Podpisuję się pod w/w komentarzami.:-) Bardzo ciekawy wywiad.

    Odpowiedz
  4. Hidari11  5 kwietnia 2017 04:55

    Człowiek może inspirować. Znam go i lubię, podoba mi się jego głos.

    Odpowiedz
  5. PaniDobrzeRadzi.blogspot.com  5 kwietnia 2017 09:23

    Uwielbiam Josha 🙂

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany