Skinification i scalp care. Dlaczego pielęgnacja włosów zaczyna się dziś od skóry głowy?

Jeszcze kilka lat temu pielęgnacja włosów oznaczała głównie dobry szampon, odżywkę i ewentualnie maskę nakładaną na długość. Dziś podejście wyraźnie się zmienia. Coraz więcej marek przenosi do haircare rozwiązania znane wcześniej ze skincare, a skóra głowy przestaje być traktowana wyłącznie jako miejsce, które trzeba po prostu umyć. Na pierwszy plan wychodzą mikrobiom, bariera ochronna, złuszczanie, regulacja sebum, nawilżanie i świadomie dobrane składniki aktywne. To właśnie skinification i scalp care – jeden z najciekawszych kierunków we współczesnej pielęgnacji włosów.

Skinification, czyli skincare przenosi się na skórę głowy

Trend skinification opiera się na bardzo prostym założeniu: skoro kondycja skóry twarzy wpływa na jej wygląd, to podobnie jest ze skórą głowy i włosami. Dlatego w nowych produktach haircare pojawiają się składniki, które jeszcze niedawno kojarzyłyśmy przede wszystkim z serum i kremami do twarzy.

Dobrym przykładem jest linia RADICAL® HAIR CLINIC, której formuły zawierają m.in. kwas hialuronowy, ceramidy, witaminę C, kwasy AHA, keratynę i biotynę. Marka podzieliła serię na trzy duety odpowiadające na różne potrzeby włosów i skóry głowy.

Wariant RICH & REPAIR jest skierowany do włosów bardzo zniszczonych i puszących się, SOFT & SHINY – do suchych, matowych i łamliwych, a FRESH & VOLUME do przetłuszczających się i pozbawionych objętości. W tym ostatnim szczególnie widać podejście charakterystyczne dla scalp care: prebiotyczny szampon normalizujący ma wspierać równowagę skóry głowy i regulację sebum, a odżywka nawilżać bez obciążania włosów.

To właśnie jest sedno skinification – pielęgnacja przestaje działać według schematu „jeden produkt dla wszystkich”, a zaczyna odpowiadać na konkretną kondycję skóry głowy i pasm.

Wzrost włosów to jedno, ale trzeba jeszcze utrzymać ich długość

Jeszcze mocniej widać to w nowej linii so!flow Grow Power, która łączy pielęgnację skóry głowy z ochroną długości włosów. To ważne, bo samo tempo wzrostu nie przesądza o tym, czy włosy rzeczywiście będą wyglądać na długie i zdrowe. Jeśli końcówki regularnie się łamią, kruszą i rozdwajają, naturalny przyrost może być po prostu niwelowany przez uszkodzenia. Grow Power opiera się więc na czteroetapowej rutynie. Zaczyna się od aktywującego szamponu, następnie pojawia się wcierka z 3% Baicapil™, ukierunkowana na okolice mieszków włosowych. Kolejny krok to odżywka bez spłukiwania z kwasem hialuronowym i aminokwasami, która ma wspierać nawilżenie, elastyczność i wygładzenie włosów oraz zapewniać termoochronę. Całość zamyka serum na końcówki z olejem z amarantusa i polimerami wygładzającymi.

Wyniki badań aplikacyjnych robią wrażenie: 100% badanych pozytywnie oceniło poprawę kondycji włosów po stosowaniu odżywki, 93% ochronę długości przed łamaniem po serum, a 100% mocniejsze włosy po szamponie i pojawienie się „baby hairów” po wcierce. Ta koncepcja dobrze pokazuje zmianę w myśleniu o zapuszczaniu włosów: pielęgnacja nie kończy się przy skórze głowy, ale też nie może się od niej nie zaczynać.

Po lecie regenerujemy nie tylko długość włosów

Jesień to szczególnie dobry moment, żeby przyjrzeć się skórze głowy. Po wakacjach włosy mogą być przesuszone i bardziej podatne na uszkodzenia wskutek kontaktu ze słońcem, promieniowaniem UV, słoną lub chlorowaną wodą, wiatrem i częstszą stylizacją. Właśnie na ten moment odpowiada Jantar® z regenerującym rytuałem opartym na esencji bursztynowej. Regeneracja po lecie powinna obejmować zarówno długość włosów, jak i skalp.

W rutynie znajdziemy szampon regenerujący z esencją bursztynową, mgiełkę ochronno-regenerującą oraz odżywkę-wcierkę, skierowaną również do skóry głowy. Wcierka zawiera m.in. Trichogen®, ekstrakt z bursztynu, witaminy E i F oraz prowitaminę B5. Ma wspierać cebulki, odżywienie, regenerację i wzrost włosów.  Tu również widać schemat charakterystyczny dla nowoczesnego haircare: oczyszczanie, pielęgnacja skalpu, ochrona długości i regeneracja są traktowane jako elementy jednej rutyny, a nie zupełnie oddzielne etapy.

Mikrobiom, sebum i złuszczanie – scalp care staje się coraz bardziej zaawansowane

Pielęgnacja skóry głowy nie zawsze dotyczy wyłącznie wzrostu czy wypadania włosów. Często jej najważniejszym zadaniem jest przywrócenie równowagi w przypadku przetłuszczania, świądu, podrażnień lub łupieżu. Na tym polu działa Tri.hee Anti-Dandruff Care. Formuła nowego szamponu przeciwłupieżowego łączy kilka kierunków działania: składnik przeciwłupieżowy, komponent złuszczający, regulator sebum, wsparcie mikrobiomu oraz ekstrakty trychologiczne.

W składzie znalazły się piroctone olamine, kwas salicylowy, cynk PCA, niacynamid oraz postbiotyk Lactobacillus ferment. Taki zestaw ma wspierać redukcję łupieżu, regulację sebum, równowagę mikrobiomu oraz ukojenie skóry głowy. Ważne też są proste elementy codziennej pielęgnacji: dokładne spłukiwanie szamponu, suszenie skóry głowy po myciu i unikanie zakładania czapki na wilgotne włosy. Przy tendencji do łupieżu pielęgnację można rozszerzyć także o regularny peeling i produkty nawilżające skalp. To bardzo „skincare’owy” sposób myślenia: zamiast skupiać się wyłącznie na jednym objawie, patrzymy na sebum, złuszczanie, mikrobiom i barierę skóry jako system naczyń połączonych.

Scalp care nie oznacza komplikowania pielęgnacji

Co ciekawe, rozwój scalp care wcale nie musi oznaczać dziesięcioetapowej rutyny. Wręcz przeciwnie – wiele nowych serii opiera się na kilku dobrze dobranych produktach, które odpowiadają na konkretny problem. Przy włosach przetłuszczających się priorytetem może być normalizujące oczyszczanie i wsparcie równowagi skóry głowy. Przy zapuszczaniu – wcierka plus ochrona długości. Po lecie – regeneracja i ograniczenie łamliwości. Przy łupieżu – złuszczanie, regulacja sebum i pielęgnacja mikrobiomu. Najważniejsza zmiana polega więc nie na liczbie kosmetyków, lecz na miejscu, od którego zaczynamy myśleć o włosach.

Zdrowe włosy zaczynają się przy skórze głowy

Nowości marek Radical, so!flow, Jantar i Tri.hee pokazują wspólny kierunek: pielęgnacja włosów coraz mocniej zbliża się do pielęgnacji skóry. Kwas hialuronowy, ceramidy, kwasy, niacynamid, prebiotyki, postbiotyki czy składniki ukierunkowane na mieszki włosowe przestają być czymś nietypowym w haircare. Jednocześnie marki coraz częściej patrzą na włosy całościowo – od skóry głowy, przez cebulki i łodygę, aż po najbardziej podatne na uszkodzenia końcówki.

Oceń ten artykuł:

(Brak ocen)