Prawdziwe historie: E. Gogolewska-Domagała – wczoraj piosenkarka, dzisiaj pisarka

Pani Ewa jest żywym dowodem na to, że nawet wtedy, gdy życie staje się momentami bardzo trudne, warto walczyć o swoje marzenia i realizować pasje. Będąc na emeryturze, wciąż można próbować nowych rzeczy, a pod względem aktywności być wzorem nie tylko dla swoich rówieśników, ale także dla wielu młodych. Będąc na emeryturze dwukrotnie się przeprowadziła, a pasję muzyczną zamieniła na literacką – właśnie kończy trzecią powieść. Przeczytajcie tę prawdziwą historię.

Ewa Gogolewska-Domagala (2)

Ewa Gogolewska-Domagała, bo o niej mowa, urodziła się w Lublinie, jako córka dwojga studentów. Od najmłodszych lat wykazywała talent muzyczny posiadając tzw. słuch aboslutny.

Ewa Gogolewska-Domagala (3)

Mając trzynaście lat, podczas jednej z akademii Ewa zaśpiewała „O mnie się nie martw”. To był jej pierwszy publiczny występ i od tego tak naprawdę wszystko się zaczęło.

Pewnie, że pamiętam! Byłam w szóstej klasie i największym marzeniem było dla mnie choć raz zaśpiewać z „Błyskami”. To był bardzo dobry zespół, na koncerty przybywały tłumy, tylko ciężko było dosłyszeć wokal, bo mikrofony do najlepszych nie należały – śmieje się pani Ewa. – Propozycję od „Błysków” dostałam bardzo szybko. Nie stałoby się tak, gdyby nie ten szkolny występ. Potem były nagrody w Zielonej Górze, w Jeleniej górze i w Przemyślu.

Już wtedy Ewa wiedziała, co chce robić w życiu. Niedługo później los się do niej uśmiechnął ponownie. Rodzice dostali pracę w Krakowie, a ona, 16-letnia dziewczyna o rozczochranych blond włosach, nie mogła marzyć o lepszym miejscu, by realizować swoje artystyczne marzenia. Wkrótce po przeprowadzce, choć w wielkim mieście czuła się jeszcze niepewnie, wybrała się do Młodzieżowego Domu Kultury z pytaniem, czy działa tu jakiś zespół młodzieżowy. Portierka potwierdziła, że owszem, powiedziała, w jakie dni ma próby, obiecała także przekazać instruktorowi, że taka osóbka przyjdzie na spotkanie zespołu. Niestety, zaczęło się od nieporozumienia.

Na próbę przyszłam uśmiechnięta i uprzejma, ale przywitało mnie milczenie. Po chwili odezwał się pan instruktor. Wygłosił przemówienie, że tu jest instytucja kulturalna dla porządnych ludzi i takie osoby jak ja nie mają do niej wstępu. Nie miałam pojęcia, o co mu chodzi, poczułam się zeszmacona, odwróciłam się i wybiegłam. Na Plantach dopadł mnie jeden z młodych muzyków, ponieważ panowie wyjaśnili już sobie sprawę i okazało się, że ja „to nie ta!”, na którą instruktor zamierzał nakrzyczeć. Szkoda, że panowie nie wyjaśnili tego wcześniej – opowiada pani Ewa.

Wówczas jeszcze dała się namówić i wróciła do ośrodka. Zaśpiewała, spodobało się. I choć instruktor przepraszał, na kolejnych próbach Ewa już się nie pojawiła.

Ewa Gogolewska-Domagala (1)

Do trzech razy sztuka

Ponownie weszła na scenę mając już męża i małe dziecko. Tym razem poszło łatwo – młoda Ewa bardzo szybko odnalazła się w środowisku studentów i wkrótce zdobyła popularność jako utalentowana wokalistka. Wzięła udział w Studenckim Festiwalu Piosenki w Krakowie w 1975 roku, podczas którego otrzymała nagrodę rektorów dwóch uczelni. To wtedy została naprawdę dostrzeżona i doceniona.

Po festiwalu dostałam kilka propozycji, występowałam na większych koncertach w Krakowie i poza nim, nawet pewien pan z Estrady zaoferował mi pracę w programie artystycznym w nocnym lokalu, ale na drugi dzień po złożeniu tej propozycji zmarł – mówi pani Ewa.

Mniej więcej w tym czasie młoda Ewa „wsiąkła w artystyczny ruch studencki”. Podróżowanie po Polsce i po świecie obfitowało w przygody. W jednym z hoteli pani Ewa spotkała nawet króla Jordanii, co zresztą opisała później w powieści Blondie$.

W przerwach między kontraktami, a także później, po zakończeniu zagranicznych wojaży, pani Ewa występowała w Krakowie, śpiewając głównie z zespołami jazzowymi, choć i na weselach zdarzało jej się wystąpić. A ponieważ lubiła podejmować ryzyko, robiła też wiele innych ciekawych rzeczy. Próbowała założyć artystyczną knajpkę (niestety właściciel lokalu wypowiedział umowę najmu zaraz po jego otwarciu), a także wystąpiła w teleturnieju „Milionerzy” (doszła do pytania za 64 tys. zł). W końcu jednak nadszedł taki czas, kiedy trzeba było dorosnąć – dzieci dorosły wcześniej i zaczęły samodzielne życie w Warszawie – i zrezygnować z aktywnego trybu życia.

Z Krakowa nad morze

– W pewnym momencie życia zostałam nową mamą mojego niepełnosprawnego brata. Przez długie lata  uczęszczał na Warsztaty Terapii Zajęciowej na osiedlu Szklane Domy, gdzie przygrywałam dzieciakom do zabaw tanecznych. Roman, zwany przeze mnie Bratkiem, przez jakiś jeszcze czas brał udział w zajęciach świetlicowych. Często jednak chorował. Kiedyś stracił przytomność i od tego czasu zaczął żyć w swoim matriksie, coraz bardziej i coraz szybciej nieprzystającym do naszego. Świetlica odpadła i nic już nas w Krakowie nie trzymało – opowiada pani Ewa.

Mniej więcej w tym samym czasie u pani Ewy zdiagnozowano raka. Uratowało ją to, że poważnie potraktowała zaproszenie na mammografię, jakie otrzymała z przychodni. Dzięki tym profilaktycznym badaniom chorobę wykryto na wczesnym etapie, a raka udało się usunąć, zanim doszło do przerzutów. Coraz trudniejsza opieka nad bratem, choroba – wszystko to sprawiło, że pani Ewa coraz częściej poddawała się stresowi. Wtedy właśnie postanowiła zebrać swoje wspomnienia z zagranicznych wyjazdów i przedstawić je w formie zabawnej powieści. Można powiedzieć, że był to rodzaj terapii – rozśmieszając samą siebie, dochodziła do zdrowia. Przy okazji napisała wciągającą historię, która bardzo spodobała się czytelnikom. Tak bardzo, że „Blondie$” – powieść nikomu nieznanej debiutantki – wybrana została przecz czytelników portalu Granice.pl najlepszą książką obyczajową 2010 roku!

Ale literacki debiut to nie jedyna ważna zmiana w życiu. Pani Ewa zaczęła coraz częściej myśleć o morzu. O tym, że jej najprzyjemniejsze wspomnienia z dzieciństwa wiążą się z rodzinnym wyjazdem  nad Bałtyk. I o tym, że choć widziała w życiu kilka mórz, żadnego nie pokochała tak bardzo, jak tego polskiego. Gdy zdała sobie z tego sprawę, jeszcze raz postanowiła zawalczyć o swoje marzenia. Sprzedała mieszkanie, które posiadała w Krakowie, a za uzyskane ze sprzedaży pieniądze kupiła i wyremontowała lokum na drugim końcu Polski. Na początku 2013 roku przeprowadziła się na Hel a potem do Pucka.

– Zamieszkaliśmy na stałym lądzie, w miasteczku z cudownym ryneczkiem. W mieście z lekarzami, szpitalem i sklepami, co w naszym przypadku było bardzo ważne. A do tego nad samym morzem! – cieszy się Pani Ewa.

A jest z czego, bo w końcu dopięła swego. Spełniła marzenie o mieszkaniu nad morzem, wydała też swoją drugą książkę – latem ukazały się „Rude”, powieść, której akcja rozgrywa się w Polsce, Belgii, RFN i Tunezji. Teraz pracuje nad „Sycylijką i Mafią Chrzanowską”, którą zamierza ukończyć jeszcze w tym roku.

 

Oceń ten artykuł:

1 gwiazdka2 gwiazdki3 gwiazdki4 gwiazdki5 gwiazdek (86 głosów, średnia: 4,78 z 5)
zapisuję głos...
Komentarze
  1. lilkawodna  12 września 2014 09:04

    Bardzo pozytywna postać.

    Odpowiedz
  2. bbo  12 września 2014 11:10

    Miło się czyta opowieść kobiety spełnionej i szczęśliwej.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany