Mężczyzna mojego życia – cz.2

Oto historie miłosne naszych czytelniczek – część druga

 

 

 

Historia Magdaleny L.

Los rzucił mnie na wyjazd językowy na Maltę. Próbowałam usystematyzować wiedze najbardziej jak się da uczestnicząc w żmudnych lekcjach intensywnej nauki języka angielskiego. Po tygodniu zrodziła się we mnie potrzeba  odreagowania daleko od skupiska ludzi na opuszczonej plaży. Zauważyłam go od razu. Chłopak przesypywał przez palce ziarenka piasku w skupieniu i cierpliwie. W milczeniu wpatrywał się w morze. Też był z mojej licznej grupy, jednak gdzieś z boku. Obserwowałam go z zachwytem. Był dobrze zbudowany, opanowany, lekko niedogolony, ale to tylko dodawało mu uroku.  Chyba poczuł mój wzrok, gdyż nagle się obrócił. Początkowo milczeliśmy patrząc na siebie, po czym ja przerwałam te krepującą kurtynę milczenia. Zagadnęłam banalnie i nieroztropnie „też nie czujesz przynależności do grupy?” To było głupie pytanie, gdyż ja akurat aktywnie się integrowałam. Do dziś. Od dziś integrowałam się z nim.

Miał lekko szelmowski uśmiech, wyważone odpowiedzi, silne ręce i pewność w oczach.. Rozmawialiśmy i rozmawialiśmy. Późnym wieczorem odprowadził mnie do pokoju. Tej nocy zalała mnie fala oksytocyny i uwolniła straszną tęsknotę…za nim. Na drugi dzień podczas pracy w grupie on obserwował mnie jak zwykle w milczeniu. Serce zaczęło walić mi pięć razy szybciej, Po zajęciach podszedł do mnie, a mnie zalał przypływ fal ciepła w okolicach serca. Poszliśmy na plaże i ten nawyk nam został. A ja poczułam nieodpartą pokusę stabilizacji i bliskości. I ten nawyk tez mi został. Do dziś jesteśmy razem i nadal czuje fale ciepła, gdy splatają się nasze ręce.

Historia Krystyny P.

10 lat temu, kiedy byłam jeszcze piękna i młoda, zostałam zaproszona na 18-nastkę kolegi z klasy. Tam odbywała się super impreza do białego rana i dużo nowych ludzi do poznania. Gdy szłam z koleżanką przez sale do stolika, pewien ktoś mierzył mnie wzrokiem przez cały czas.
Ja miałam wtedy swoich znajomych i ten chłopak mnie nie interesował. Alkohol uderzył do głowy, zaczęły się tańce i wariacje na sali. Podszedł do mnie nieznajomy, poprosił do tańca, ja odmówiłam, jakoś mnie On nie oczarował. Były dalsze Jego podchody do mnie i w końcu udało mu się wyciągnąć o de mnie mój numer telefonu . Mimo wszystko to nie była moja bajka, miałam wtedy inne plany i marzenia. Następnego dnia smsy przychodziły od nieznajomego Krzyśka jak się okazało. Nie odpisywałam, nie był w moim stylu. Przez dwa tygodnie się do mnie dobijał, ale ja Go miałam po prostu gdzieś i tyle, nic na siłę stwierdziłam.
Po miesiącu tak sobie pomyślałam, a może po prostu odezwę się do niego i spotkam tak po prostu „na jaja” bez zobowiązania, z czystej ciekawości.
Napisałam smsa , że możemy się spotkać, Krzysiek szybko odpisał i parę dni później spotkaliśmy się. Było ciekawie, zabrał mnie do małej , przyjemnej knajpki i było całkiem miło.
Później były ponowne spotkania i co raz więcej, aż w końcu poprosił mnie o chodzenie, a ja się zgodziłam.
Dziś jesteśmy ze sobą prawie 10 lat i jest nam dobrze.
Krzyśka, jak się okazało miało nie być w ogóle na tej 18-stce, tylko został poproszony przez swojego kuzyna, który nie miał kasy na alkohol dla solenizanta i przy okazji nikogo nie znał, a On pracował, miał i dlatego zabrał Go.
I tak się zaczęła miłość i przeznaczenie, bo przecież On na tej imprezie w ogóle miał nie być i Ja, która nie chciała się spotkać, a jednak po miesiącu coś ją olśniło.

Historia Danuty

Poznałam go w internecie, tak zwyczajnie, kiedyś nie było facebooka, ale był chat. Zanim doszło do spotkania znaliśmy się na wylot, to wynik wielogodzinnych codziennych rozmów, wtedy wydawało mi się, że to wystarczy, że to miłość. Już po kilku spotkaniach układaliśmy wspólną przyszłość, którą faktycznie udało nam się zrealizować. Spędziliśmy razem 10 lat, z tego może dwa lub trzy były szczęśliwe, potem codzienne problemy przerosły nas, traciliśmy kontakt, odsuwaliśmy się, wkradało się
zwątpienie….. czy to była miłość, czy jeśli była to czy może tak krótko trwać? W końcu nasze drogi się rozeszły, powiedzieliśmy sobie dość, bo jeśli nic nas już nie łączy, to po co to ciągnąć? A dziś po roku wiem, że to był mężczyzna mojego życia, że to co nas łączyło to przeogromna miłość, że tylko z nim śmiech był śmiechem, a płacz płaczem, że życie było prawdziwe, choć mnie wydawało się często najzwyczajniej nudne. Ale teraz wiem kogo i czego mi brakuje, mojego mężczyzny i chwil z nim
spędzonych, były cudne, jedyne w swoim rodzaju, choć w pewnym momencie zabrakło nam siły by walczyć o to co jest najpiękniejsze, o prawdziwą miłość. Zaczęła się tak zwyczajnie na ekranie laptopa, nic niezapowiadająca zwykła pisanina, skończyła się burzliwie pozostawiając chyba na zawsze pustkę w sercu….. tak jakby raptem wysiadł prąd i ekran stał się nagle czarny……. i znów jesteś sama, pozostały tylko wspomnienia.

Historia Jadwigi J.

Mężczyznę mojego życia poznałam w 1967 roku. Uczyłam się wtedy do matury. W drugim pokoju siostra moja z koleżankami słuchały płyt z adapteru Bambino. Dziewczęta przez okno zobaczyły  trzech kolegów-kleryków z Czerwińska, którzy chodzili z nimi na wieczorówkę. Chłopcy Ci siedzieli na skwerku i słuchali transmisji z Oświęcimia , która leciała przez radio. Mieli na język polski przygotować relacje z uroczystości. Siostra zaprosiła ich do domu , mama zrobiła herbatkę i wprowadziła mnie do ich pokoju. Uważała, że przerwa w nauce dobrze mi zrobi. Pierwsze spojrzenie na jednego z nich było jak grom z jasnego nieba -uderzyło gwałtownie i nieoczekiwanie. Po tej wizycie byłam zakochana po uszy. Jak się później okazało miłość nas dopadła jednocześnie i trwa do dziś.

Historia Sławka L. – publikujemy, ponieważ… ujęła nas i z pewnością spodoba się także pozostałym czytelnikom

Wiem, wiem że odpowiadać pytaniem na pytanie jest oględnie mówiąc niegrzecznie, ale…muszę 🙂
A zatem: czy jako mężczyzna mogę nieco zmodyfikowac zasadniczą kwestię i „mężczyznę mojego życia” zastąpić „kobietą”?
(Gdyby przypadkiem odpowiedź brzmiała „nie”, już piszę: mężczyznę mojeg życia poznałem na sali porodowej, ważył 3770 g i strasznie wrzeszczał, a pomimo toi tak kochałem go już od 9 miesięcy…)
A kobieta mojego życia? To moja szkolna miłość – pierwszy raz spotkałem ją na lekcji matematyki w pierwszej klasie LO w Rzeszowie, ale jeśli chodzi o to, kiedy ją poznałem, to…poznałem ją zupełnie przypadkowo;)  Jakieś 5 lat po tym, jak sie z nią ożeniłem.

Nagle okazało się, że Foch to jej drugie imię, że to, co w szkole brałem za poczucie humoru to po prostu cięty język, to, co na studiach uznawałem za kwintesencję kobiecości dzisiaj pożera masę pieniędzy i przestrzeni w szafie…Ale co robić? To wciąż moja szkolna miłość, tyle, że dzisiaj nie żyjemy już od dzwonka do dzwonka i od wakacji do wakacji, ale od przedszkola do pracy i od „kocham Cię” do „ja kocham CIę bardziej”…;)

Oceń ten artykuł:

1 gwiazdka2 gwiazdki3 gwiazdki4 gwiazdki5 gwiazdek (159 głosów, średnia: 4,62 z 5)
zapisuję głos...
Komentarze
  1. bbo  18 października 2014 19:15

    Pięknie pan Sławek to opisał 🙂

    Odpowiedz
  2. lilkawodna  20 października 2014 18:24

    Piękne historie miłosne.

    Odpowiedz
  3. gusia.  22 października 2014 11:19

    Mnie osobiście podoba się ,że tu nie ma podawanych nazwisk,nawet mogły by być sam nick. Są to osobiste historie i chyba tak lepiej.Fajnie,że powyższe osoby zdecydowały się na opis,miło się czyta wszystkie.

    Odpowiedz
  4. sylwiawes  27 kwietnia 2016 11:00

    Świetne historie 🙂 Miło się czyta.

    Odpowiedz
  5. Hidari11  2 listopada 2016 06:34

    Moje historie też byłyby z happy endem, gdyby nie postaci męskie, które postanowiły nie iść według scenariusza idealnej bajki o szczęśliwej miłości :). Mam zatem dwie historie, które są zakończone niepowodzeniem, z których wyciągnąć można trochę zabawnych scen kabaretowych i trochę poważnych nauk.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany