79-letnia wnuczka Elsy Schiaparelli zaprojektowała kozaki jak z innej planety. Moda dawno nie widziała czegoś takiego
Kozaki na koturnie Marisy Berenson wyglądają jak połączenie wysokich butów z lat 70. i letnich espadryli. 79-letnia wnuczka Elsy Schiaparelli zadebiutowała jako projektantka kolekcji „The House of Marisa” dla Zary, stawiając na cekiny, pióra, turbany, mocne kolory i 11-centymetrowe koturny, obok których trudno przejść obojętnie.
Wysoka cholewka, ostry szpic i 11-centymetrowy koturn przypominający podeszwę gigantycznej espadryli. Te buty wyglądają tak, jakby połączono dwa zupełnie różne sezony – zimowe kozaki i wakacyjne obuwie z plecioną podeszwą. Ich autorką jest 79-letnia Marisa Berenson, wnuczka legendarnej Elsy Schiaparelli, która właśnie zadebiutowała jako projektantka. Jej pierwsza kolekcja dla Zary jest odważna, teatralna i całkowicie odporna na nudę.

Marisa Berenson oraz projekty z kolekcji „The House of Marisa” dla Zary, w tym kozaki na koturnie inspirowanym espadrylami. Marisa Berenson: fot. East News; ubrania i dodatki: fot. Zara
Trudno zdecydować, co zaskakuje bardziej: same buty czy fakt, że zaprojektowała je kobieta, która przez ponad pół wieku była przede wszystkim muzą największych twórców mody.
Marisa Berenson w wieku 79 lat po raz pierwszy stanęła po drugiej stronie procesu twórczego. Nie jako modelka, aktorka czy twarz kampanii, lecz jako projektantka kompletnej kolekcji ubrań, dodatków i przedmiotów do domu.
I zdecydowanie nie postawiła na bezpieczny debiut.
Kozaki czy espadryle? Najdziwniejsze buty kolekcji dzielą internautów
Najwięcej emocji wzbudzają wysokie kozaki na masywnym koturnie. Patrząc na nie po raz pierwszy, można odnieść wrażenie, że ktoś wziął klasyczne buty z lat 70., dodał do nich teatralną cholewkę, a całość ustawił na podeszwie wyjętej z przeskalowanej espadryli.
Buty mają wydłużony, ostro zakończony nosek, wysoką cholewkę i koturn mierzący aż 11 centymetrów. Nie mają tradycyjnego zamka – są wsuwane, dzięki czemu ich forma pozostaje prosta, niemal rzeźbiarska.
Zara informuje, że podeszwa została wykonana z połączenia materiałów. Jej warstwowa, pleciona faktura bardzo mocno przypomina jednak konstrukcję kojarzoną z espadrylami. Najbezpieczniej można więc mówić o kozakach na koturnie inspirowanym espadrylami, a nie o klasycznej jutowej podeszwie.
Do wyboru są dwie wersje:
- jeansowa, utrzymana w błękitnym odcieniu denimu,
- zielona, pokryta malarskim, abstrakcyjnym nadrukiem.
W polskim sklepie Zara modele wyceniono na 899 złotych. Jedna wersja opisywana jest jako botki na koturnie, druga jako kozaki z nadrukiem, choć obie mają wyraźnie wydłużoną cholewkę.


To zdecydowanie nie są buty, które mają pasować do wszystkiego. Trudno wyobrazić je sobie podczas codziennego spaceru, biegu do autobusu czy ośmiu godzin spędzonych w biurze. Znacznie łatwiej zobaczyć je na festiwalu, czerwonym dywanie, w artystycznej sesji zdjęciowej albo w stylizacji inspirowanej nocnym życiem lat 70.
Dziwne, genialne czy kompletnie niepraktyczne?
Kozaki Marisy Berenson mają wszystko, czego zwykle unika moda tworzona dla masowego odbiorcy. Są ekstrawaganckie, trudne do wystylizowania i niemal całkowicie podporządkowane efektowi wizualnemu. Właśnie dlatego tak mocno przyciągają uwagę.
W czasach, gdy kolejne sieciówki proponują podobne baleriny, sneakersy i minimalistyczne klapki, Berenson stworzyła buty, obok których nie da się przejść obojętnie. Można uznać je za modową przesadę, kolekcjonerski obiekt albo świetny żart projektantki, ale trudno pomylić je z jakimkolwiek innym modelem.
Media częściej analizują ich niezwykły wygląd niż wygodę. Na razie brakuje wystarczającej liczby niezależnych opinii klientek, by ocenić, jak buty układają się na nodze, czy łatwo je założyć i czy 11-centymetrowy koturn nadaje się do chodzenia dłużej niż przez kilka minut.
Jedno jest jednak pewne: to właśnie one stały się najmocniejszym wizualnym symbolem całej kolekcji.
Media zachwyciły się fantazją 79-letniej debiutantki
Pierwsze reakcje zagranicznych mediów modowych na kolekcję „The House of Marisa” są bardzo ciepłe. Dziennikarze podkreślają, że linia ma wyrazistą osobowość i nie wygląda jak kolejna zachowawcza kapsuła stworzona wyłącznie po to, by wpisać się w aktualne trendy.
„The Daily Front Row” opisał kolekcję jako pełną fantazji podróż do lat 70. i zwrócił uwagę na jej efektowny, pełen zabawy charakter.
Serwis „Fashion Gone Rogue” wyróżnił metaliczne materiały, transparentne warstwy, fantazyjne turbany i mocne dodatki. Kolekcję oceniono jako teatralną, ale jednocześnie pełną rzeczy, które mimo swojej ekstrawagancji mogą budzić autentyczne pragnienie posiadania.
Z kolei „Elle Decor” zwrócił uwagę na osobisty charakter projektu. Marisa Berenson nie próbowała po prostu kopiować archiwalnych pomysłów swojej słynnej babki. Zbudowała kolekcję z własnych wspomnień, podróży, filmowych ról, fascynacji sztuką i wnętrz domów, w których mieszkała.
Ubrania z tej linii szybko trafiły również do zestawień najciekawszych nowości Zary na lato 2026. Nie oznacza to jeszcze, że cała kolekcja stała się sprzedażowym przebojem, ale pokazuje, że została potraktowana jako coś więcej niż jednorazowa ciekawostka firmowana znanym nazwiskiem.
Kim jest Marisa Berenson? Moda zna ją od ponad pół wieku

Marisa Berenson nie potrzebowała projektanckiego debiutu, aby zapisać się w historii mody. Przez dekady była jedną z najbardziej charakterystycznych ikon stylu lat 60. i 70. Pozowała najwybitniejszym fotografom, pojawiała się na okładkach najważniejszych magazynów, obracała się w środowisku artystów związanych z Fabryką Andy’ego Warhola i należała do najbardziej rozpoznawalnych bywalczyń legendarnego Studia 54.
Jako aktorka zagrała między innymi w „Kabarecie” oraz „Barrym Lyndonie” Stanleya Kubricka. Łączyła filmową elegancję, arystokratyczny szyk i swobodę właściwą artystycznej bohemie tamtych czasów.
Jest również wnuczką Elsy Schiaparelli – projektantki, która na zawsze zmieniła historię mody. To właśnie Schiaparelli wprowadziła do niej surrealizm, humor, dziwność i charakterystyczny odcień intensywnego różu znany jako shocking pink. Współpracowała z artystami, tworzyła ubrania przypominające dzieła sztuki i udowodniła, że moda nie musi jedynie upiększać. Może także zaskakiwać, prowokować i bawić. Patrząc na niezwykłe kozaki Marisy Berenson, trudno nie zauważyć, że wnuczka odziedziczyła przynajmniej część tej odwagi.
„The House of Marisa” – pierwsza kolekcja w wieku 79 lat
Kolekcja „The House of Marisa”, stworzona we współpracy z Zarą, trafiła do sprzedaży 5 czerwca 2026 roku. Jest oficjalnym debiutem Berenson w roli projektantki. Nie jest to jednak zachowawcza linia kobiety, która z dystansu wspomina dawną świetność świata mody. Wręcz przeciwnie – kolekcja wygląda jak manifest osoby, która nadal chce eksperymentować i nie zamierza stawać się mniej widoczna.
Berenson sięgnęła do własnej biografii, filmów, podróży, zamiłowania do sztuki oraz wystroju swojego domu w Marrakeszu. Połączyła wpływy lat 60., 70. i 80. z estetyką rodzinnego dziedzictwa. Efekt? Kolekcja, która stoi w całkowitej opozycji do beżowego minimalizmu, dyskretnego luksusu i ubrań zaprojektowanych tak, by nikogo nie drażnić. Tutaj wszystko ma być widoczne.
Cekiny, pióra, turbany i shocking pink. W tej kolekcji nie ma miejsca na nudę
W „The House of Marisa” dominują czerń, szmaragdowa zieleń, złoto i srebro. Pojawia się również intensywny róż, który natychmiast przywołuje skojarzenia z Elsą Schiaparelli.
Wśród projektów znalazły się między innymi:
- srebrna kurtka o metalicznym połysku,
- złote i cekinowe sukienki,
- koralowa koszula i spodnie wykończone piórami,
- różowa lniana tunika,
- kostiumy kąpielowe z biżuteryjnymi aplikacjami,
- turbany ozdobione cekinami i dekoracyjnymi guzikami,
- masywna biżuteria z motywami kwiatów, muszli i węży.
Berenson nie ograniczyła się jednak do garderoby. Zaprojektowała również kolekcję przedmiotów do domu, która momentami wygląda jak wyposażenie surrealistycznego pałacu.
Są w niej świeczniki w kształcie węży i motyli, tace przypominające koralowce, złote misy, dekoracyjne owady, fantazyjne sztućce, bogato zdobione obrusy oraz notesy z motywem oka.
To przedmioty balansujące na granicy elegancji, kiczu i sztuki. I właśnie ta nieoczywistość wydaje się największą siłą całej kolekcji.




Bluzka z kolekcji „The House of Marisa”, fot. Zara – https://www.zara.com/pl

Turban z kolekcji „The House of Marisa”, fot. Zara – https://www.zara.com/pl
79-letnia wnuczka Schiaparelli nie zamierza znikać w tle
W dyskusjach o kolekcji regularnie powraca wiek jej autorki. Nie dlatego, że 79 lat powinno być sensacją samą w sobie, ale dlatego, że Berenson zrobiła dokładnie to, czego społeczeństwo często nie oczekuje od dojrzałych kobiet. Nie stworzyła spokojnej, stonowanej linii w neutralnych kolorach. Postawiła na cekiny, złoto, prześwity, głębokie dekolty, pióra, turbany i buty na 11-centymetrowym koturnie. Zamiast stać się mniej widoczna, zrobiła wszystko, by przyciągnąć spojrzenia.
Jej debiut jest więc czymś więcej niż kolejną współpracą znanej osoby z popularną marką. To przypomnienie, że kreatywność, odwaga i potrzeba eksperymentowania nie mają daty ważności. Marisa Berenson przez dziesięciolecia obserwowała modę z pierwszego rzędu. Teraz postanowiła sama zabrać głos – i zrobiła to tak głośno, że trudno jej nie zauważyć.
A kozaki na koturnie wyglądającym jak podeszwa espadryli? Jedni uznają je za genialne, inni za całkowicie niepraktyczne. Być może dokładnie o taki efekt chodziło wnuczce kobiety, która nauczyła świat mody, że ubrania nie muszą być grzeczne.


