Co zostaje po premierze produktów? Ta polska firma chce, żeby zostało coś więcej
Co wspólnego mają poranna kawa, ulubiona płyta i badania nad wczesnym wykrywaniem nowotworów? Podczas spotkania 2N-Everpol te tematy znalazły się w jednym miejscu – w starannie przemyślanej kolejności. Zanim zaprezentowano nowości Blaupunkt, głos zabrał prof. Tomasz K. Wojdacz. Magdalena Szwed, pomysłodawczyni inicjatywy, opowiada, dlaczego rodzinna firma postanowiła wykorzystać swój zasięg, by o polskich naukowcach usłyszało więcej osób, i co odróżnia takie zaangażowanie od marketingowego gestu.
8 października 2026 roku zaprosiliśmy media do siedziby 2N-Everpol, żeby pokazać jesienne nowości marki Blaupunkt: serię audio Varsovia i nową rodzinę ekspresów do kawy. Zanim jednak na gramofonie zakręciła się pierwsza płyta, a z ekspresu popłynęło pierwsze espresso, rozmawialiśmy o czymś zupełnie innym: o tym, jak polscy naukowcy pracują nad tym, by nowotwory rozpoznawać na długo przed pierwszymi objawami, i o tym, dlaczego firma, która od ponad trzydziestu lat dostarcza do polskich domów rzeczy potrzebne na co dzień, postanowiła stanąć obok nauki.
Jako osoba odpowiedzialna za marketing całej grupy marek chcę opowiedzieć, co się tego dnia wydarzyło i jakie decyzje stały za tym, że wydarzenie wyglądało właśnie tak. Wierzę bowiem, że w tej historii jest coś więcej niż relacja z jednego spotkania. Jest w niej odpowiedź na pytanie, które coraz częściej zadają sobie marketerzy: jak dziś powinna wyglądać społeczna odpowiedzialność marek, które chcą być nie tylko rozpoznawalne, ale i wiarygodne.

fot. Piętka Mieszko/AKPA
Spotkanie, które zaczęło się od nauki
Było to największe spotkanie z mediami w historii naszej firmy. Pojawili się dziennikarze prasy, portali i telewizji, a sama formuła wydarzenia ewoluowała w trakcie przygotowań wraz z rosnącym zainteresowaniem redakcji. Od początku wiedzieliśmy jednak, że chcemy dać mediom coś więcej niż premierę produktów, nawet bardzo dobrych. Chcieliśmy przynieść na to spotkanie ideę.
Spotkanie, które poprowadziła Anna Wendzikowska, otworzyła część poświęcona nauce. Jej partnerem naukowym był prof. dr hab. n. med. Tomasz K. Wojdacz, epigenetyk, kierownik Zakładu Epigenomiki Klinicznej Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku oraz współzałożyciel i prezes Międzynarodowego Towarzystwa Epigenetyki Molekularnej i Klinicznej isMOCLEP z siedzibą w Szczecinie. Ponieważ Profesor stoi na czele Towarzystwa, przy okazji tego wydarzenia nawiązaliśmy współpracę także z isMOCLEP, aby w Różowym Październiku wspólnie zwrócić uwagę na znaczenie profilaktyki i wczesnego wykrywania nowotworów.
O tym, dlaczego to dla nas ważne, mówił Tomasz Jakóbczyk, prezes i założyciel 2N-Everpol: „Przez trzydzieści lat budowaliśmy firmę, która dostarcza do polskich domów rzeczy potrzebne na co dzień. Chcemy, żeby po nas zostało też coś ważniejszego”. W rozmowie wzięła udział również Małgorzata Socha, ambasadorka marki Blaupunkt wspierająca inicjatywę, która pomaga opowiadać o znaczeniu polskiej nauki i profilaktyki w sposób bliski i zrozumiały dla szerokiego grona odbiorców.
Dopiero potem przyszedł czas na Blaupunkt. Urządzenia nie stały na ekspozycji, tylko pracowały: pierwszą płytę na gramofonie Varsovia włączyła Małgorzata Socha, a pierwsze espresso przygotował Robert Majewski, Product Manager odpowiedzialny za tę kategorię. Dziennikarze mogli posłuchać muzyki, napić się kawy i porozmawiać z ekspertami. Te dwie części spotkania były jednak od siebie wyraźnie oddzielone, i to nie był przypadek.
Od pomysłu do decyzji
Za każdym wydarzeniem, które z zewnątrz wygląda na naturalne i oczywiste, stoi seria wyborów. Tak było i tym razem. Od początku wiedziałam, że wydarzenie tej skali powinno nieść przekaz wykraczający poza produkty, ale nie chciałam, by był to temat dobrany tylko dlatego, że dobrze wygląda w kalendarzu marketingowym. Rozważaliśmy różne kierunki działań społecznych i w trakcie przygotowań świadomie zmieniliśmy pierwotny pomysł. Uznałam, że znacznie więcej sensu ma kierunek, który możemy rozwijać przez lata i który naprawdę pasuje do tego, kim jesteśmy jako firma.
Tak narodziła się propozycja, którą przedstawiłam zarządowi: 2N-Everpol zaczyna wspierać polską naukę. Decyzja zapadła szybko, bo dobrze wpisywała się w wartości, o których w firmie mówi się od lat. Znacznie więcej czasu zajęło nam coś innego, czyli zbudowanie komunikacji, pod którą mógłby się podpisać naukowiec. Powstał jeden dokument macierzysty, z którego wyrastały wszystkie późniejsze materiały: informacje prasowe, strona inicjatywy, scenariusz rozmowy na scenie i pytania do wywiadów. Każda jego wersja trafiała do Profesora, który wnosił poprawki merytoryczne, a my uczyliśmy się mówić o epigenetyce tak, by było to zrozumiałe i jednocześnie prawdziwe.
Dużo uwagi poświęciliśmy też językowi. Zamiast mówić o tym, czego nauce brakuje, wybraliśmy język docenienia: opowiadamy o tym, co polscy badacze już osiągnęli i dlaczego warto o tym słyszeć. Starannie dobieraliśmy także określenia ról. Prof. Wojdacz był partnerem naukowym spotkania, z Towarzystwem isMOCLEP nawiązaliśmy współpracę, a Małgorzata Socha wystąpiła jako ambasadorka marki Blaupunkt wspierająca inicjatywę. Każde z tych sformułowań było przemyślane, bo w komunikacji społecznej precyzja słów jest formą szacunku wobec partnerów i odbiorców.
Dlaczego kolejność miała znaczenie
Z marketingowego punktu widzenia najłatwiej byłoby połączyć oba wątki w jedną opowieść: postawić produkt obok naukowca i pozwolić, by autorytet nauki spłynął na markę. Psychologia konsumencka dobrze zna ten mechanizm i nazywa go efektem aureoli, a marketerzy od dekad chętnie z niego korzystają. Właśnie dlatego świadomie zrobiliśmy coś odwrotnego.
Najpierw opowiedzieliśmy o nauce, potem o produktach, a między tymi częściami postawiliśmy wyraźną granicę. Już na etapie przygotowań ustaliliśmy, że współpraca z isMOCLEP ma charakter społeczny i edukacyjny i nie dotyczy właściwości żadnych naszych produktów. Wszystkie treści naukowe, od informacji prasowej po stronę inicjatywy, powstawały w porozumieniu z Profesorem, a eksperci od produktów mówili do kamer wyłącznie o produktach.
Ktoś mógłby zapytać, czy to nie marnowanie potencjału. Moim zdaniem jest dokładnie odwrotnie. Zaufanie jest dziś najrzadszym zasobem w komunikacji marek i bardzo łatwo je stracić, gdy odbiorca wyczuje, że ważny temat został użyty jako dekoracja kampanii sprzedażowej. Granica, którą wyznaczyliśmy, nie osłabiła przekazu. To dzięki niej był on wiarygodny zarówno dla dziennikarzy, jak i dla środowiska naukowego, które powierzyło nam swoją opowieść.
CSR, który przestał być dodatkiem
Społeczna odpowiedzialność biznesu przeszła w ostatnich dekadach długą drogę. Przez lata kojarzyła się głównie z filantropią, czyli z darowizną przekazaną przy okazji świąt albo z jednorazową akcją, o której firma informowała w raporcie rocznym. Później pojawiło się podejście strategiczne, które Michael Porter i Mark Kramer opisali jako tworzenie wartości wspólnej. Jego istota polega na tym, że działania społeczne firmy powinny wynikać z tego, kim ona jest, i przynosić realną korzyść zarówno społeczeństwu, jak i samej organizacji, zamiast funkcjonować obok biznesu jako kosztowny dodatek.
Dziś do tej układanki dochodzi jeszcze jeden element, może najważniejszy: oczekiwania odbiorców. Kolejne edycje Edelman Trust Barometer pokazują, że ludzie oczekują od biznesu zaangażowania w sprawy społeczne, a jednocześnie są coraz bardziej wyczuleni na deklaracje, za którymi nie stoją działania. Konsumenci, a jeszcze bardziej dziennikarze, bardzo szybko odróżniają zaangażowanie od jego imitacji. W efekcie mądry CSR coraz mniej przypomina kampanię, a coraz bardziej zobowiązanie, które marka podejmuje publicznie i z którego można ją potem rozliczyć.
W przypadku 2N-Everpol ma to jeszcze jeden wymiar. Jesteśmy rodzinną polską firmą założoną w 1992 roku. W firmach rodzinnych myślenie o tym, co po sobie zostawimy, jest naturalne, bo horyzont czasowy nie kończy się na najbliższym kwartale. To właśnie ta perspektywa sprawia, że wsparcie nauki nie jest dla nas efektownym gestem, tylko konsekwencją wartości, które firma ma od początku.
Mniej deklaracji, więcej dowodów
W ostatnich latach komunikacja społecznej odpowiedzialności znalazła się pod znacznie bardziej uważnym spojrzeniem niż kiedykolwiek wcześniej. Obok pojęcia greenwashingu pojawiły się kolejne określenia opisujące podobne zjawiska: socialwashing, pinkwashing czy purpose-washing, czyli deklarowanie misji, za którą nie stoją realne działania. Unia Europejska coraz mocniej ogranicza ogólnikowe deklaracje środowiskowe, a duże firmy obejmuje sprawozdawczość zrównoważonego rozwoju, która wymaga twardych danych zamiast pięknych słów. Kierunek jest jasny: w CSR coraz mniej liczy się to, co marka mówi, a coraz bardziej to, co potrafi pokazać.
Dla marketera oznacza to zmianę sposobu myślenia o własnej roli. Przez lata to dział marketingu odpowiadał za to, by działania społeczne firmy „dobrze wybrzmiały”. Dziś uważam, że jego najważniejszym zadaniem jest pilnowanie, by komunikacja nie wyprzedzała rzeczywistości. Lepiej powiedzieć mniej i dotrzymać słowa, niż zapowiedzieć wielki program, który po kilku miesiącach zniknie z kanałów marki. Dlatego w naszych materiałach mówimy o tym, co się wydarzyło, i o kierunku, w którym chcemy iść, a nie składamy obietnic, których dziś nie potrafilibyśmy zweryfikować.
Ta ostrożność bywa odbierana jako brak odwagi, ale w rzeczywistości jest odwrotnie. Odwagą jest dziś zgoda na to, by efekt działań społecznych dojrzewał powoli, bez spektakularnych kampanii i bez natychmiastowego przeliczania ich na sprzedaż.
Różowy Październik i pokusa łatwych gestów

fot. Piętka Mieszko/AKPA
Zaczęliśmy w październiku, miesiącu, w którym szczególnie mówimy o profilaktyce raka piersi. To naturalny moment, ale też moment, w którym marketerzy muszą być wyjątkowo uważni. Właśnie wokół Różowego Października narodziło się pojęcie pinkwashingu, czyli praktyki, w której marka ozdabia produkty różową wstążką, korzysta z emocji związanych z chorobą, a realny wkład w profilaktykę lub badania pozostaje symboliczny albo trudny do sprawdzenia. Amerykańska organizacja Breast Cancer Action od lat namawia konsumentów, by przed zakupem „różowego” produktu zastanowili się, kto naprawdę na nim korzysta.
Dlatego nie stworzyliśmy różowej edycji żadnego urządzenia ani nie powiązaliśmy inicjatywy ze sprzedażą. Zamiast tego oddaliśmy głos naukowcowi i połączyliśmy dwie rzeczy, które w rozmowie o zdrowiu powinny iść w parze. Pierwszą jest wiedza o tym, nad czym dziś pracują badacze i co w przyszłości może zmienić się w diagnostyce. Drugą jest bardzo praktyczna zachęta, żeby nie czekać na przyszłość, bo najważniejsze narzędzia mamy do dyspozycji już dziś.
To drobna różnica w konstrukcji przekazu, ale dla mnie zasadnicza. Marka, która mówi o zdrowiu, powinna zostawić odbiorcę z wiedzą i konkretnym działaniem, które może podjąć, a nie z poczuciem, że zakup produktu załatwia sprawę.
Dlaczego właśnie nauka
Najważniejsze odkrycia powinny częściej trafiać na pierwsze strony gazet, a nazwiska ludzi, którzy za nimi stoją, powinny być powszechnie znane. Tak brzmiała myśl, od której zaczęła się cała inicjatywa. Przełomy w medycynie powstają w laboratoriach, często po cichu i dzięki latom konsekwentnej pracy, także w Polsce. Tymczasem w przestrzeni publicznej słyszymy o nich rzadko, bo nauka i media mówią różnymi językami i działają w zupełnie innym rytmie.
Historia prof. Tomasza K. Wojdacza dobrze pokazuje, o czym mówimy. Doświadczenie zdobywał w ośrodkach takich jak Peter MacCallum Cancer Centre w Australii, Uniwersytet Aarhus, Karolinska Institutet i University of Southampton, był też stypendystą programu Marie Skłodowska-Curie. Do Polski wrócił dzięki programowi Narodowej Agencji Wymiany Akademickiej, który umożliwił mu zbudowanie zespołu naukowego w kraju. Opracowany ostatnio przez ten zespół model oparty na analizie biomarkerów epigenetycznych rozróżnia z bardzo wysoką precyzją niemal 50 typów nowotworów i jest obecnie największym tego typu klasyfikatorem na świecie. Z kolei badania nad epimutacjami w genie BRCA1 pokazują, że ich wykrycie we krwi zdrowej kobiety może pozwolić zakwalifikować ją do grupy wysokiego ryzyka raka piersi i objąć częstszymi badaniami, tak aby ewentualny nowotwór wykryć wtedy, gdy można go leczyć z bardzo dużym powodzeniem.
Podczas spotkania Profesor w bardzo przystępny sposób wyjaśnił, czym zajmuje się epigenetyka. Każda komórka naszego ciała zawiera takie same geny, a mimo to komórka nerwowa działa zupełnie inaczej niż mięśniowa. Mechanizmy epigenetyczne decydują o tym, które geny są w danej komórce aktywne, a które pozostają wyciszone. W każdym typie nowotworu zaburzeniu ulegają specyficzne mechanizmy epigenetyczne, a w komórkach zostaje charakterystyczny wzór zmian nazywanych epimutacjami, rodzaj odcisku palca. Co ważne, zmiany te często pojawiają się na długo przed pierwszymi objawami choroby, dlatego ich badanie otwiera nowe możliwości profilaktyki, wczesnego rozpoznawania nowotworów, ich precyzyjnej klasyfikacji i dobierania leczenia optymalnego dla konkretnego pacjenta.
Słuchając tego wyjaśnienia, miałam poczucie, że obserwuję coś, czego w komunikacji naukowej często brakuje: moment, w którym skomplikowana wiedza staje się zrozumiała bez utraty swojej precyzji. Uwaga, z jaką sala słuchała tej części spotkania, była dla mnie najlepszą odpowiedzią na pytanie, czy taka rozmowa ma sens na spotkaniu zorganizowanym przez firmę z branży elektroniki użytkowej.
To są osiągnięcia, o których Polacy powinni wiedzieć. Marki mają zaś coś, czego nauce często brakuje: zasięg, kanały komunikacji, relacje z mediami i umiejętność opowiadania historii, które zostają w pamięci. W tym miejscu współpraca biznesu z nauką zaczyna mieć sens dla obu stron, pod warunkiem że marka wie, gdzie kończy się jej rola.
Tu ważna była dla nas jeszcze jedna rzecz. Towarzystwo isMOCLEP angażuje się w przeciwdziałanie dezinformacji na temat epigenetyki i nadużywaniu jej terminologii do celów komercyjnych. Dla marketera to bardzo wyraźne zobowiązanie, bo modne naukowe pojęcia łatwo trafiają do języka reklamy, gdzie tracą swoje znaczenie. Przyjęliśmy więc prostą zasadę: o nauce mówimy tylko tak, jak mówią o niej sami naukowcy, i każdy tekst konsultujemy z Profesorem, zanim trafi do odbiorców.
Nauka, biznes i media w jednym miejscu

fot. Piętka Mieszko/AKPA
W komunikacji społecznej znana osoba może być ozdobnikiem albo tłumaczem. Zależało nam na tym drugim. Małgorzatę Sochę widzowie znają od ponad dwóch dekad, a jej głos sprawia, że rozmowa o badaniach naukowych i regularnej profilaktyce staje się bliższa ludziom, którzy na co dzień nie czytają publikacji medycznych. Dlatego w tej inicjatywie występuje jako ambasadorka marki Blaupunkt wspierająca inicjatywę. To określenie wybraliśmy bardzo świadomie, bo dobrze oddaje hierarchię, którą przyjęliśmy: w centrum jest nauka i naukowiec, a rolą znanej osoby jest pomagać tę wiedzę nieść dalej.
Równie ważni byli dziennikarze. Często traktujemy media jako odbiorców gotowego przekazu, a ja coraz mocniej wierzę, że w projektach społecznych są one pełnoprawnym partnerem. To dziennikarze decydują, czy temat ma szansę zaistnieć w szerszej świadomości, i to oni najszybciej wychwytują fałsz. Dlatego zadbaliśmy o to, aby mogli porozmawiać bezpośrednio z Profesorem i dostać rzetelne, sprawdzone materiały, a nie tylko gotowe hasła.
Jak powiedziałam po spotkaniu, zadbaliśmy o to, aby rozmowa o epigenetyce, jej znaczeniu dla onkologii i potencjale rozwoju tej dziedziny opierała się na rzetelnej wiedzy naukowej, bez uproszczeń, nadużyć i dezinformacji. Wierzę, że właśnie dzięki takim spotkaniom możemy skuteczniej łączyć świat nauki, biznesu i mediów. Każdy z nich ma coś, czego brakuje pozostałym, a dopiero razem tworzą komunikację, która może realnie coś zmienić.
Pięć zasad mądrego CSR
Patrząc na to spotkanie z perspektywy marketera, widzę w nim kilka zasad, które moim zdaniem odróżniają dojrzałą społeczną odpowiedzialność od działań wizerunkowych. Nie są one zarezerwowane dla wielkich korporacji, bo może je stosować każda firma, która traktuje swoje wartości poważnie.
- Spójność z tożsamością firmy. Działanie społeczne powinno wynikać z tego, kim marka jest i w co wierzy. W naszym przypadku to perspektywa rodzinnej firmy, która od trzydziestu lat jest obecna w polskich domach i myśli o tym, co po sobie zostawi.
- Wyraźna granica między misją a sprzedażą. Wsparcie nauki nie może być argumentem sprzedażowym ani sugerować cech produktów, których one nie mają. Ta granica chroni zarówno partnerów, jak i samą markę.
- Głos ekspertów zamiast głosu marki. O nauce powinni mówić naukowcy, a rolą marki jest stworzenie im przestrzeni i zadbanie, by ich głos dotarł dalej. Każda treść merytoryczna wymaga akceptacji ekspertów.
- Konkretne działanie dla odbiorcy. Dobra komunikacja społeczna zostawia człowieka z czymś, co może zrobić już dziś. W październiku to zachęta do regularnych badań profilaktycznych.
- Horyzont dłuższy niż jedna kampania. Inicjatywa ma sens tylko wtedy, gdy jest początkiem drogi. Zaufanie buduje się konsekwencją, a nie jednorazowym gestem, dlatego oceniać ją trzeba w perspektywie lat, a nie zasięgów z jednego tygodnia.
CSR zaczyna się w zespole
O społecznej odpowiedzialności mówi się zwykle w kontekście klientów i mediów, a rzadziej w kontekście ludzi, którzy tę firmę tworzą. Tymczasem to właśnie pracownicy są pierwszymi odbiorcami każdej takiej decyzji i najszybciej oceniają, czy jest ona szczera. Przygotowania do spotkania zaangażowały wiele osób z różnych działów, od zespołu marketingu i grafiki, przez product managerów, po zarząd. Dla wielu z nich była to pierwsza okazja, by zobaczyć firmę, w której pracują, w zupełnie nowej roli.
Z perspektywy employer brandingu to wartość trudna do przecenienia. Ludzie chcą pracować w organizacjach, które robią coś więcej niż sprzedają, i chętniej opowiadają o swojej pracy, gdy mają z czego być dumni. Dobrze zaprojektowany CSR nie jest więc tylko komunikatem wysyłanym na zewnątrz. Jest również sygnałem wysyłanym do wewnątrz: o tym, jakie wartości firma traktuje poważnie i jaką historię chce o sobie pisać w kolejnych latach.
Jak mierzyć efekty
Marketerzy lubią liczby i słusznie, bo bez nich trudno bronić budżetów i podejmować dobre decyzje. W przypadku działań społecznych warto jednak zmienić zestaw wskaźników, które bierzemy pod uwagę. Liczba publikacji i zasięg są ważne, ale nie mówią wszystkiego. Znacznie więcej może powiedzieć to, w jakich mediach i w jakim kontekście pojawia się marka, czy publikacje mówią o niej jako o firmie wspierającej naukę, i czy dziennikarze wracają do tematu z własnej inicjatywy.
W perspektywie dłuższej niż jedna kampania mierzyć można także zmianę postrzegania marki w badaniach wizerunkowych, zaangażowanie odbiorców w treści edukacyjne, jakość relacji z partnerami naukowymi oraz to, jak inicjatywę oceniają sami pracownicy. To wskaźniki, które zmieniają się powoli, ale właśnie dlatego pokazują prawdziwą wartość takich działań. Nie da się ich podkręcić jedną kampanią, można je natomiast budować konsekwencją.
Na lata, nie na jeden sezon
8 października był dla nas pierwszym krokiem. Wsparcie polskiej nauki traktujemy jako trwały filar społecznej odpowiedzialności 2N-Everpol, który będzie się rozwijał razem z firmą. Chcemy opowiadać o polskich badaczach i ich pracy w naszych kanałach i kanałach naszych marek, przygotowywać rzetelne materiały edukacyjne zawsze w porozumieniu z naukowcami i szukać kolejnych sposobów, by łączyć świat, w którym działamy, z profilaktyką zdrowia.
Dobrze oddają to słowa Tomasza Jakóbczyka, który podkreślał, że wspieranie ludzi pracujących nad tym, by chorobom zapobiegać i wykrywać je wcześnie, to decyzja, z której jako rodzinna firma jesteśmy po prostu dumni. W tym zdaniu nie ma marketingowego języka i chyba właśnie dlatego tak dobrze opisuje całą inicjatywę. Duma z decyzji, a nie z kampanii, to dla mnie najlepszy dowód, że społeczna odpowiedzialność stała się częścią tożsamości firmy, a nie projektem działu marketingu.
Ten tekst jest również zaproszeniem. Do innych firm, zwłaszcza polskich firm rodzinnych, które mają wiarygodność budowaną przez dekady i mogą ją wykorzystać, by mówić o sprawach ważniejszych niż ich własna oferta. Do mediów, które mogą dawać polskim naukowcom więcej miejsca na swoich łamach i antenach. I do samych naukowców, którzy szukają sposobów, by ich praca była lepiej znana. Wierzę, że takich spotkań może być znacznie więcej.
Czy to się opłaca? Jeśli mierzyć to wyłącznie liczbą publikacji z jednego tygodnia, odpowiedź będzie niepełna. Prawdziwy zwrot z takiej inwestycji to zaufanie, które buduje się latami i które w czasach nadmiaru komunikatów staje się dla marek najcenniejszym kapitałem. To także poczucie sensu wśród pracowników i partnerów, którzy chcą być częścią firmy robiącej coś ważnego.
Mądre marki nie muszą być bohaterkami każdej historii, którą opowiadają. Czasem najważniejsze, co mogą zrobić, to stanąć obok ludzi, którzy wykonują naprawdę ważną pracę, i sprawić, że więcej osób usłyszy o nich na czas. A jeśli po lekturze tego tekstu ktoś umówi się na badanie, które od dawna odkładał, będzie to dla mnie najlepsza miara sensu całej inicjatywy.
O autorce

Magdalena Szwed, fot. Piętka Mieszko/AKPA
Magdalena Szwed jest Head of Marketing w 2N-Everpol, rodzinnej polskiej firmie założonej w 1992 roku z siedzibą pod Warszawą. Kieruje marketingiem całej grupy marek, które działają w bardzo różnych kategoriach i trafiają do zupełnie różnych odbiorców. Odpowiada za komunikację marki Blaupunkt, której 2N-Everpol jest dystrybutorem w Polsce, specjalistycznych marek car audio Audiotec Fischer (HELIX, BRAX, MATCH), własnej marki elektroniki użytkowej i małego AGD PRIME3, a także 2N-Medical, działu dostarczającego urządzenia dla medycyny estetycznej, oraz Centrum Entuzjastów Caravaningu.
Na co dzień łączy strategię marek z ich codzienną komunikacją: buduje strategie contentowe, tworzy i nadzoruje teksty produktowe, prowadzi działania PR i relacje z mediami, odpowiada za obecność marek w mediach społecznościowych i kieruje zespołem, który je realizuje. Prowadziła m.in. przygotowania marek do targów międzynarodowych i branżowych, projekty rebrandingowe oraz wydarzenia dla mediów i środowisk eksperckich, w tym spotkanie z mediami z 8 października 2026 roku, największe w historii firmy. Jest pomysłodawczynią inicjatywy, w ramach której 2N-Everpol wspiera polską naukę.
W swojej pracy szczególnie interesuje ją styk marketingu, zaufania i odpowiedzialności: to, jak marki mogą budować wiarygodność nie tylko produktem, ale też postawą i decyzjami, które podejmują wobec swoich odbiorców i otoczenia. Ceni komunikację bezpośrednią, autentyczną i wolną od pustych sformułowań. O strategii marketingowej pisze pod własnym nazwiskiem na blogu magdalenaszwed.pl. Jest także autorką osobistego eseju w książce powstałej w ramach projektu fundacji „W zgodzie ze sobą”, zbiorze historii kobiet skierowanych do nastolatek, który trafia bezpłatnie do szkół.
