Gościni, polityczka, chirurżka…. Feminatywy – czy są nam potrzebne?

Być może nie każdy zdaje sobie z tego sprawę, ale naszą rzeczywistość kształtujemy za pomocą słów. Wyraźnie to widać, gdy zwracamy się do dziecka lub uczymy nasze dzieci poznawać świat. To, jak coś nazwiemy albo jakim tonem o czymś opowiadamy od razu wpływa na odbiór komunikatu. Język kształtuje rzeczywistość i wpływa na nasz sposób myślenia. W języku polskim do tej pory nie było miejsca na feminatywy. Coś jednak ruszyło i coraz częściej mówimy głośno o tym, że czas to zmienić!

Po stronie aktywistek i osób, które chcą wprowadzenia feminatywów do języka polskiego, stanowczo stanęła Rada Języka Polskiego, która uznała, że w naszym języku “potrzebna jest większa , możliwie pełna symetria nazw osobowych męskich i żeńskich w zasobie słownictwa”. Mimo to wciąż, gdy widzimy takie słowa jak: doktorka, gościni, naukowczyni, chirurżka czy…muzyczka, to nie traktujemy ich do końca poważnie.

Feminatywy

Fot. Sinitta Leunen on Unsplash

Feminatywy – co to jest?

Feminatywy to rzeczownik rodzaju żeńskiego. Rzeczowniki te określają formę żeńską np. nazywają kobietę wykonującą jakiś zawód – doktorka, polityczka lub funkcję – gościni, kierowczyni. Aktualnie żeńskie końcówki rzeczowników wciąż są bardzo rzadko używane, przez niektórych uważane są za coś “wymyślnego”, fanaberię. Co prawda zmienia się świadomość w tym zakresie, jednak wciąż jest ogrom kobiet, które po prostu nie chcą być określane za pomocą feminatywów. Być może jest to spowodowane tym, że część takich wyrazów brzmi dwuznacznie, np. pilotka. Takie coś doskonale pokazuje, jak bardzo język polski przez lata zdominowany przez mężczyzn. Co ciekawe, w dużej mierze tyczy się to zawodów uznawanych za prestiżowe lub stereotypowo uznawane za kobiece, np. przedszkolanka, pielęgniarka vs. chirurg, polityk.

Żeńskie końcówki – czy są nam potrzebne?

Jesteśmy na tym etapie językowym, na którym żeńskie końcówki brzmią dla nas nie do końca poważnie, czasami wręcz śmiesznie, np. wspomniana już pilotka czy muzyczka. Przede wszystkim jednak, takie formy obniżają rangę nazywanej funkcji. Mówimy “jestem chirurgiem”, “jestem panią burmistrz”. Żeńskie formy odejmują nam powagi, wolimy więc tytułować się w formą męskoosobową, zgodną z aktualnymi zasadami polszczyzny. Język jednak nie jest bytem martwym. Wciąż się zmienia, kształtuje się w zależności od czasów – przyjmuje słowa anglojęzyczne, adaptuje je do własnych potrzeb. Jeśli same zaczniemy dobrze czuć się z feminatywami, w końcu przyjmie go także uzus językowy i będzie w pełni poprawny. Według najnowszych badań pracuj.pl przeprowadzonych we współpracy z Fundacją Sukces Pisany Szminką, 8 na 10 kobiet uważa, że żeńskie nazwy stanowisk powinny być używane powszechnie na równi z męskimi.

“To jakaś nowomowa wymyślona przez feministki!”, czyli po co nam feminatywy

Wielu przeciwników żeńskich form argumentuje, że to zupełna fanaberia wymyślona przez wojujące feministki. Nic bardziej mylnego! Feminatywy były powszechnie używane na początku XX wieku! Nie były niczym zaskakującym. Dopiero PRL w ramach komunistycznej równości postanowił nam je zabrać. Język jest żywy – kiedyś nie było w słowniku takich wyrazów, jak “komputer” czy “Internet”. Z niecierpliwością czekamy, kiedy bycie „pilotką” będzie powodem do dumy, nie wstydu.

Fragment gazety „Kuryer Lwowski” z 1918 roku, źródło: ANNO Historische Zeitungen und Zeitschriften

 

P.S. Czy gdy mężczyzna mówi, że jest pilotem, to również kojarzy Ci się z przedmiotem, którym włącza się telewizor (adekwatnie do czapki pilotki?).

Co myślicie o feminatywach? Jest na nich miejsce w naszym języku?

Oceń ten artykuł:

1 gwiazdka2 gwiazdki3 gwiazdki4 gwiazdki5 gwiazdek (67 głosów, średnia: 4,67 z 5)
zapisuję głos...