Dżuma znów budzi strach. Czy „czarna śmierć” może dotrzeć do Polski? Ekspert wyjaśnia

Dżuma nigdy nie zniknęła. Wciąż występuje na świecie, a nowe doniesienia z Rosji ponownie skierowały na nią uwagę. Czy Polska ma powody do obaw? Prof. Ernest Kuchar obala największe mity dotyczące „czarnej śmierci” i wyjaśnia, jak groźna jest dzisiaj.

Dżuma, która w średniowieczu zabiła miliony ludzi, znów pojawia się w doniesieniach ze świata. Niepokój wywołała tajemnicza śmierć pracownicy rosyjskiego instytutu zajmującego się badaniami nad groźnymi chorobami zakaźnymi. Czy „czarna śmierć” naprawdę może powrócić i dotrzeć do Polski? Czy wystarczy kontakt z zakażoną osobą, aby zachorować? Prof. dr hab. n. med. Ernest Kuchar wyjaśnia, czego rzeczywiście należy się obawiać, a co jest jedynie pozostałością po dawnych epidemiach.

Dżuma a zagrożenie dla Polski – współczesne laboratorium badające choroby zakaźne

Dżuma nadal występuje na świecie, ale współczesna medycyna dysponuje skutecznymi metodami jej leczenia.

Dżuma kojarzy się z jedną z największych katastrof w historii ludzkości. Obraz opustoszałych miast, masowej śmierci i bezradności medycyny do dziś działa na wyobraźnię. Nic więc dziwnego, że wiadomości o możliwych nowych przypadkach choroby wywołują niepokój.

W październiku 2026 roku uwagę światowych mediów przyciągnęła śmierć 28-letniej pracownicy instytutu przeciwdżumowego w Irkucku na Syberii. Kobieta zmarła po gwałtownie rozwijającej się chorobie układu oddechowego. Pojawiły się podejrzenia dżumy płucnej, jednak rosyjskie władze zaprzeczyły, aby przyczyną zgonu było zakażenie pałeczką dżumy. Światowa Organizacja Zdrowia zwróciła się o dodatkowe informacje dotyczące zdarzenia.

Choć okoliczności śmierci badaczki wzbudziły wiele pytań, samo zdarzenie nie oznacza wybuchu nowej epidemii. WHO oceniła ryzyko dla Europy jako bardzo niskie.

Co jednak warto wiedzieć o dżumie? Czy bakteria, która przed wiekami siała spustoszenie, nadal jest niebezpieczna? I dlaczego współczesna medycyna radzi sobie z nią znacznie lepiej niż dawniej? Odpowiadamy na pięć najważniejszych pytań wraz z prof. Ernestem Kucharem.

Czy dżuma powraca? Okazuje się, że nigdy nie zniknęła

Wbrew powszechnemu przekonaniu dżuma nie jest wyłącznie chorobą znaną z podręczników historii. Bakteria Yersinia pestis nadal występuje w przyrodzie, a przypadki zachorowań są odnotowywane w różnych częściach świata. Największe współczesne ogniska choroby znajdują się przede wszystkim w Afryce.

Jak wyjaśnia prof. dr hab. n. med. Ernest Kuchar, pediatra i ekspert chorób zakaźnych Grupy LUX MED:

Należy zaznaczyć, że dżuma nigdy nie zniknęła, jest chorobą endemiczną w kilku rejonach świata, w tym w Azji Środkowej, a nie historyczną. Z punktu widzenia źródła i rezerwuaru jest chorobą odzwierzęcą. Yersinia pestis utrzymuje się w stabilnych ogniskach przyrodniczych (tzw. cyklu sylwatycznym) w Afryce, Azji i obu Amerykach, krążąc między gryzoniami a ich pchłami. W latach 2014–2024 przypadki lub ogniska zachorowań zgłosiło 11 krajów; zdecydowanie najbardziej dotknięty jest Madagaskar (zwykle 100–500 przypadków rocznie, a w wyjątkowym roku 2017: 2676 przypadków i 238 zgonów), dalej Demokratyczna Republika Konga, Uganda, Peru oraz zachodnie stany USA (średnio ok. 5 przypadków rocznie, głównie w Arizonie, Kolorado i Nowym Meksyku).

To ważne rozróżnienie: pojedyncze zachorowania na dżumę nie oznaczają automatycznie początku epidemii. Bakteria od dawna krąży w określonych środowiskach naturalnych, przede wszystkim wśród dzikich gryzoni i pasożytujących na nich pcheł.

Czy dżuma może dotrzeć do Polski? Ekspert uspokaja

Doniesienia z Rosji budzą szczególne zainteresowanie ze względu na stosunkowo niewielką odległość geograficzną od Polski. Czy osoba zakażona mogłaby przyjechać do Europy i zarazić kolejnych ludzi?

Profesor Ernest Kuchar ocenia zagrożenie dla naszego kraju jako skrajnie małe.

Dla Polski jako kraju – praktycznie żadne. To zdarzenie o charakterze lokalnym, a nie epidemicznym. Zakażenia dżumą nabyte w laboratorium to znane, choć rzadkie zagrożenie zawodowe. Ryzyko rozprzestrzeniania się choroby jest skrajnie niskie. Składa się na to kilka niezależnych powodów wynikających z samej biologii choroby. Jest to przede wszystkim niska zaraźliwość (jedyną postacią przenoszoną z człowieka na człowieka jest dżuma płucna, która przenosi się drogą kropelkową, ale nie powietrzną) i krótki okres wylęgania (wynosi od kilku godzin do 2–3 dni, maks. ok. 6 dni). Transmisja zachodzi przez duże kropelki wydzielin dróg oddechowych, które nie utrzymują się długo w powietrzu. Do zakażenia potrzebny jest bliski kontakt (poniżej ok. 1,8 m), najczęściej wśród opiekunów lub domowników chorego. Oznacza to, że osoba zakażona najprawdopodobniej stałaby się ciężko chora przed zakończeniem podróży międzynarodowej lub w jej trakcie, a nie dopiero po kilku dniach od przyjazdu. Nie udokumentowano także przenoszenia dżumy płucnej przez osoby bezobjawowe. Warto też podkreślić, że w Europie nie istnieją naturalne rezerwuary dżumy, nawet gdyby pojedynczy przypadek dotarł, nie ma tu warunków ekologicznych (gleba, gryzonie) do zadomowienia się groźnej bakterii.

W praktyce oznacza to, że ewentualny przypadek zawleczony do Europy wymagałby natychmiastowej reakcji służb medycznych, ale nie byłby równoznaczny z epidemią. Duże znaczenie mają szybkie rozpoznanie choroby, izolacja osób z dżumą płucną oraz obserwacja ich bliskich kontaktów.

Jak można zarazić się dżumą? Nie każda postać przenosi się między ludźmi

Najczęściej zakażenie dżumą następuje przez ukąszenie pchły, która wcześniej żerowała na zakażonym zwierzęciu. To właśnie dlatego choroba jest ściśle związana z określonymi środowiskami przyrodniczymi.

Istnieje jednak kilka postaci dżumy, a każda z nich może przebiegać inaczej.

Do zakażenia pałeczką dżumy (Yersinia pestis) dochodzi najczęściej w wyniku ukąszenia zakażonej pchły, przede wszystkim pchły szczurzej, co prowadzi do najpowszechniejszej postaci dymieniczej (nazwa pochodzi od powiększonych, zropiałych obwodowych węzłów chłonnych). Choć głównym rezerwuarem patogenu pozostają dzikie zwierzęta, źródłem infekcji dla człowieka może być także bezpośredni kontakt z zakażonymi tkankami (co dotyczy m.in. myśliwych czy weterynarzy), rzadziej spożycie skażonego surowego mięsa (np. w regionach Azji Centralnej). Jedyną postacią przenoszoną z człowieka na człowieka jest dżuma płucna. Postacie dymienicza i posocznicowa nie są zaraźliwe bezpośrednio między ludźmi.

Trzy postacie dżumy – czym się różnią?

  • Dżuma dymienicza – najczęstsza postać zakażenia, zazwyczaj związana z ukąszeniem zakażonej pchły. Charakterystycznym objawem są bolesne, silnie powiększone węzły chłonne.
  • Dżuma płucna – szczególnie niebezpieczna postać, w której zakażenie obejmuje płuca. Może przenosić się między ludźmi poprzez zakaźne cząstki wydzieliny z dróg oddechowych podczas bliskiego kontaktu.
  • Dżuma posocznicowa – ciężka postać choroby, w której bakterie namnażają się we krwi. Może prowadzić do niewydolności narządów i innych zagrażających życiu powikłań.

Jakie są pierwsze objawy dżumy? Te sygnały mogą pojawić się nagle

Dżuma może rozwijać się szybko, a jej początkowe objawy bywają niespecyficzne. Według Światowej Organizacji Zdrowia zakażenie często rozpoczyna się od dolegliwości przypominających grypę.

Do możliwych objawów należą:

  • nagła, wysoka gorączka i dreszcze,
  • silne osłabienie oraz bóle głowy i mięśni,
  • nudności i wymioty,
  • bolesne powiększenie węzłów chłonnych w postaci dymieniczej,
  • kaszel, duszność i gwałtownie narastające problemy z oddychaniem w postaci płucnej.

Warto pamiętać, że objawy te występują również w wielu znacznie częstszych chorobach i same w sobie nie świadczą o dżumie. Kluczowe znaczenie ma ewentualny kontakt ze źródłem zakażenia, zwłaszcza pobyt na obszarze, na którym występują przypadki tej choroby.

Jeżeli po takim narażeniu wystąpią nagła gorączka, bolesne powiększenie węzłów chłonnych lub objawy oddechowe, konieczny jest pilny kontakt z lekarzem i poinformowanie go o okolicznościach możliwego zakażenia.

Czy dżuma jest śmiertelna? Dziś można ją skutecznie leczyć

Jednym z najbardziej utrwalonych skojarzeń z dżumą jest przekonanie, że zakażenie oznacza niemal pewną śmierć. Przed odkryciem antybiotyków rzeczywiście była to choroba o dramatycznym przebiegu.

Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Dżuma pozostaje ciężką infekcją bakteryjną, ale istnieją leki, które potrafią skutecznie zwalczać wywołujący ją drobnoustrój.

Nieleczona dżuma pozostaje zabójcza, ale rokowanie zmieniło się radykalnie dzięki wprowadzeniu antybiotyków. W erze przedantybiotykowej umierało ponad 75% chorych na postać dymieniczą i niemal wszyscy na postać płucną. Jeśli chodzi o tę drugą, śmiertelność nieleczonej postaci płucnej jest bliska 100%, przy leczeniu nadal wynosi ponad 50% w trudnych warunkach, jednak przeżywalność sięga około 80% przy wczesnym, właściwym leczeniu. Samo leczenie opiera się na kilku skutecznych klasach antybiotyków, przy czym decydujące znaczenie ma szybkie rozpoznanie i wczesne włączenie właściwego leku. Leki zatwierdzone przez FDA do leczenia dżumy to streptomycyna, cyprofloksacyna, lewofloksacyna, moksyfloksacyna i doksycyklina.

Najważniejszym czynnikiem wpływającym na rokowanie jest czas. Szczególnie w przypadku dżumy płucnej choroba może postępować bardzo gwałtownie, dlatego właściwe leczenie powinno zostać rozpoczęte możliwie najwcześniej.

Współczesna medycyna dysponuje nie tylko antybiotykami, ale również metodami diagnostyki laboratoryjnej oraz procedurami ograniczającymi przenoszenie zakażenia.

Największy mit o dżumie? Że „czarna śmierć” musi oznaczać katastrofę

Filmy, książki i opowieści historyczne utrwaliły obraz dżumy jako choroby, przed którą nie ma ucieczki. Zdaniem eksperta właśnie to wyobrażenie warto dziś zweryfikować.

Najbardziej mylący jest obraz dżumy jako nieuchronnie śmiertelnej „czarnej śmierci”. W rzeczywistości jest to choroba bakteryjna uleczalna zwykłymi antybiotykami, a przy wczesnym rozpoznaniu większość leczonych chorych przeżywa.

Druga strona tego samego mitu to wyobrażenie o błyskawicznym rozprzestrzenianiu się „jak pożar”. Pamiętajmy – transmisja międzyludzka dotyczy wyłącznie postaci płucnej, wymaga bliskiego kontaktu z kaszlącym chorym, odbywa się drogą kropelkową (nie powietrzną), a R0 wynosi ok. 1, daleko od obrazu niepowstrzymanej zarazy.

To nie znaczy, że dżumę można bagatelizować. Nieleczona pozostaje jedną z najgroźniejszych infekcji bakteryjnych, zwłaszcza jeśli zajmuje płuca lub prowadzi do posocznicy. Jednak ryzyko pojedynczego zachorowania i ryzyko wielkiej epidemii to dwie zupełnie różne kwestie.

Czy mamy powody do niepokoju? Najważniejsze fakty o dżumie

Współczesna dżuma nie jest chorobą wymarłą, ale nie jest też automatycznym zwiastunem pandemii. Występuje w określonych regionach świata, a jej rozprzestrzenianie zależy od drogi zakażenia i lokalnych warunków.

Najważniejsze jest to, że:

  • dżuma nadal występuje na świecie, ale zachorowania są stosunkowo rzadkie i koncentrują się w określonych regionach,
  • do zakażenia najczęściej dochodzi za pośrednictwem zakażonych pcheł lub przez kontakt z zakażonymi zwierzętami,
  • bezpośrednie przenoszenie między ludźmi dotyczy przede wszystkim dżumy płucnej,
  • nieleczona choroba może być śmiertelna, lecz wcześnie podane antybiotyki znacząco zwiększają szanse przeżycia,
  • według dostępnych informacji nie ma obecnie podstaw, aby traktować doniesienia z Irkucka jako zapowiedź epidemii w Polsce.

Historia „czarnej śmierci” przypomina, jak groźne potrafią być choroby zakaźne. Współczesna wiedza medyczna pokazuje jednak, że nawet bakteria odpowiedzialna za jedną z największych epidemii w dziejach nie musi oznaczać bezradności.

W przypadku dżumy najważniejsze pozostają szybka diagnostyka, odpowiednie leczenie i rzetelne informacje – nie panika.


Ekspert: prof. dr hab. n. med. Ernest Kuchar – pediatra, ekspert chorób zakaźnych Grupy LUX MED.

Źródła i informacje medyczne: wypowiedzi eksperta; Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) – Plague; WHO – pytania i odpowiedzi dotyczące dżumy.

Materiał ma charakter informacyjny i nie zastępuje konsultacji medycznej.

Oceń ten artykuł:

(Brak ocen)