Fragment 3 tomu trylogii Driven – Crashed. W zderzeniu z miłością

Wspólnie  z Wydawnictwem Helion przedstawiamy fragment 3 tomu bestsellerowej trylogii Driven – Crashed. W zderzeniu z miłością 

 

W skład trylogii wchodzą:

I Tom – Driven. Namiętność silniejsza niż ból  – premiera 06.11.2014

II  Tom – Fueled. Napędzani pożądaniem – premiera 16.02.2015

III Tom – Crashed. W zderzeniu z miłością – premiera 20.05.2015 rok

Zobacz także: Fragment bestsellerowej trylogii Driven

Driven

 


 

Fragment  3 tomu trylogii Driven – Crashed. W zderzeniu z miłością

Crashed_okładkaSzum automatycznych drzwi do oddziału ratunkowego jest paraliżujący. Zamieram, gdy go słyszę.

W głowie pojawiają się koszmarne wspomnienia, a anielska biel korytarzy w żaden sposób nie działa na mnie kojąco. To dziwne, że w głowie błyskają mi przelatujące przed oczami świetlówki zamontowane na suficie. Tylko na nich mogłam się skupić, gdy w kakofonii medycznego żargonu i kotłowaninie niespójnych myśli jechałam korytarzem na łóżku szpitalnym i przez cały czas modliłam się za Maxa, za moje dziecko i o nadzieję.

— Ry? — Głos Becketta otrząsa mnie z paniki dobierającej się do gardła i wspomnień, przez które stanęłam w miejscu. — Możesz iść?

Delikatność jego głosu spływa po mnie i jest jak balsam na moje otwarte rany. Jedyne, czego pragnę, to płakać, słuchając jego kojącego brzmienia. Lecz chociaż łzy zapychają mi gardło i palą mnie w oczy, to nie chcą popłynąć. Ani jedna.

Biorę pokrzepiający wdech i zmuszam stopy do ruchu. Beckett obejmuje mnie ręką w pasie i pomaga mi z pierwszym krokiem.

Widzę w myślach przebłysk twarzy lekarza. Stoickiej. Wypranej z emocji. Potrząsa głową na boki z przepraszającym wzrokiem. Ma zrezygnowaną postawę. Pamiętam, jak pragnęłam zamknąć oczy i także odejść na zawsze. Z jego ust padają słowa: „Przykro mi”.

Nie. Nie. Nie. Tylko nie te słowa. Nie wytrzymałabym, gdybym usłyszała, jak ktoś oznajmia, że straciłam Coltona, szczególnie że właśnie się odnaleźliśmy.

Idę ze spuszczoną głową. Liczę laminowane płytki na podłodze, a Becks prowadzi mnie do poczekalni. Chyba coś do mnie mówi. Albo do pielęgniarki. Nie jestem pewna, bo skupiam się wyłącznie na odpychaniu niechcianych wspomnień. Na próbach odrzucenia rozpaczy, żeby w jej miejsce mogła wkraść się iskierka nadziei.

Siadam na krześle obok Becketta i bezmyślnie wpatruję się w wibrujący telefon w mojej dłoni. Mam milion wiadomości i nieodebranych połączeń od Haddie. Nie wyobrażam sobie, że miałabym teraz z nią rozmawiać, chociaż wiem, iż na pewno trawi ją strach. W tym momencie to ponad moje siły i w ogóle ponad wszystko.

Słyszę skrzypienie butów na linoleum, bo po nas wchodzą kolejne osoby, ale skupiam się na leżącej przede mną na stoliku książeczce. The Amazing Spider-Man. Mój umysł zaczyna obsesyjnie błądzić różnymi szlakami myśli. Czy Colton się bał? Czy miał świadomość tego, co się dzieje? Czy wypowiedział mantrę, o której mówił Zanderowi?

Sama ta myśl łamie mi serce, ale łzy nadal nie płyną.

Kątem oka dostrzegam buty w workach ochronnych i słyszę, że ktoś pyta o Becketta.

— Lekarze muszą dokładnie znać przebieg wypadku, dlatego potrzebujemy szczegółowego opisu. Chcieliśmy obejrzeć powtórkę, ale telewizja ABC przestała ją puszczać. — Nie, nie, nie. Przeczący krzyk odbija się echem w mojej głowie, lecz mimo to spowija mnie cisza. — Powiedziano mi, że pan może udzielić mi takich informacji.

Beckett przesuwa się na krześle i chrząka. Jego głos jest tak przesycony emocjami, że wbijam palce w uda.

— Uderzył do góry kołami w ogrodzenie… chyba. Próbuję sobie to przypomnieć, chwileczkę. — Chowa twarz w dłoniach i pociera palcami skronie. Wzdycha, próbując zebrać myśli. — Tak. Samochód był do góry kołami. Skrzydło uderzyło w górną część ogrodzenia ochronnego, gdy przód był blisko ziemi. Środkowa część trafiła w betonową barierę. Samochód rozpadł się wokół kapsuły kierowcy.

Zbiorowe westchnienie publiczności wciąż dźwięczy mi w uszach.

— Czy ma pani dla nas jakieś wiadomości? — pyta pielęgniarkę.

Charakterystyczny odgłos miażdżonego metalu.

— Jeszcze nie. To wczesna faza i próbujemy zająć się wszystkim…

— Czy on…

— Poinformujemy pana od razu, gdy będziemy coś wiedzieli.

Zapach palonej gumy na ubrudzonym olejem asfalcie.

Znowu skrzypienie butów. Szepty. Beckett wzdycha i pociera twarz dłońmi, po czym drżącymi palcami bierze mi rękę z mojego uda i kładzie na swoje.

Tocząca się opona odbija się od wewnętrznej bariery.

Proszę, daj mi jakiś znak. Jakikolwiek. Cokolwiek, za co mogłabym zaczepić nadzieję, która wymyka mi się z rąk.

W sterylnych ścianach poczekalni niesie się echem dzwonek telefonu. Bez końca. Jak pikanie maszyny do podtrzymywania życia, którą słychać w innym pomieszczeniu. Za każdym razem, gdy któryś z tych odgłosów milknie, część mnie zamiera.

Słyszę urywany oddech Becksa. Jego zduszony pojedynczy szloch uderza mnie jak huragan, rozrywając w strzępy papierową torbę, w której trzymałam resztki samozaparcia i wiary. Beckett stara się powstrzymać wybuch płaczu, lecz ponosi klęskę. Żal wyrywa się na zewnątrz i spływa w milczeniu po jego policzkach. Dobija mnie to, że mężczyzna, który był dotychczas moją opoką, w końcu się złamał. Zaciskam oczy i zmuszam się do wykrzesania z siebie siły dla Becketta, ale wciąż chodzą mi po głowie jego wczorajsze słowa.

Potrząsam głową ze spanikowanym niedowierzaniem.

— Przepraszam — szepczę. — Jest mi tak niemożliwie przykro. To wszystko moja wina.

Beckett zwiesza głowę, po czym wyciera oczy dłońmi. Ten gest odpychania łez niczym zawstydzone dziecko jeszcze bardziej łamie mi serce.

Nie potrafię powstrzymać kołaczącej paniki, gdy uświadamiam sobie, dlaczego Colton tu jest. Odtrąciłam go i nie wierzyłam mu. Przeze mnie zmęczył się w noc przed wyścigiem. A wszystko przez mój upór i lęk.

— To ja mu to zrobiłam — te słowa mnie zabijają. Rozdzierają moją duszę na kawałki.

Beckett odrywa dłonie od zaczerwienionych oczu.

— O czym ty mówisz? — Nachyla się bliżej i wpatruje się we mnie pełnymi sprzecznych emocji niebieskimi oczami.

— O wszystkim… — Przerywam, bo brakuje mi powietrza. — Mieszałam mu w głowie przez ostatnie kilka dni, a ty powiedziałeś, że jeśli tak zrobię, to będzie moja wina…

— Ryl…

— I walczyłam z nim i odeszłam od niego, i nie spaliśmy prawie do rana, i wsiadł do samochodu zmęczony, i…

— Rylee! — wyrzuca w końcu z siebie surowym tonem. Potrząsam tylko głową. Oczy mnie palą i mam w sobie wulkan emocji. — To nie jest twoja wina.

Wzdrygam się, gdy obejmuje mnie ramionami i przyciska do siebie. Czuję szorstkość jego kombinezonu na policzku i zaciskam pięści.

— To był wypadek. Jechał na ślepo. Takie są wyścigi. To nie twoja wina. — Jego łamiący się głos odbija się od moich głuchych uszu. Obejmuje mnie ramionami, które mnie blokują, i czuję nadchodzącą klaustrofobię. Zaczynam się dusić.

Zrywam się z krzesła, bo muszę się ruszyć i pozbyć się niepokoju trawiącego duszę. Zaczynam spacerować do odległego końca poczekalni i z powrotem. Przy drugim przejściu jakiś chłopczyk zeskakuje z krzesła w kącie pomieszczenia, żeby wziąć kredkę. Jego buty błyskają czerwonymi światełkami i przykuwają moją uwagę. Mrużę oczy, żeby się lepiej przyjrzeć, i zauważam odwrócony trójkąt z literą „S” w środku.

Superman.

Imię błyska w mojej podświadomości, lecz moją uwagę przykuwa telewizor, na którym ktoś zmienił kanał. Słyszę nazwisko Coltona i wstrzymuję oddech. Boję się spojrzeć, lecz chcę wiedzieć, co pokażą.

Wydaje się, jakby jednocześnie cały pokój wstał. Jedna masa czerwonych kombinezonów i pełnych emocji twarzy skupionych na ekranie. Prezenter mówi, że był wypadek, który na ponad godzinę przerwał wyścig. Na ekranie pojawiają się chmury dymu i odbijające się od siebie samochody. Kamera patrzy z innego miejsca niż my, więc możemy zobaczyć więcej, lecz gdy samochód Coltona wchodzi w zakręt, transmisja zostaje przerwana. Wszyscy obserwujący opuszczają ramiona z ulgą, gdy uświadamiają sobie, że nie zobaczą tego, na co z takim niepokojem czekali. Materiał kończy się wypowiedzią prezentera, że Colton aktualnie przebywa w klinice w Bayfront.

Widzę nieprzytomne ciało Coltona na noszach i Maxa na siedzeniu obok mnie. Podobieństwo tych sytuacji sprawia, że tracę oddech. Niekończący się ból i kolidujące ze sobą wspomnienia.

Odwracam się i widzę Westinów wchodzących do poczekalni. Dostojna i władcza matka Coltona jest blada i wygląda na zrozpaczoną. Przełykam gulę w gardle, nie mogąc oderwać od nich wzroku. Andy delikatnie ją podtrzymuje i pomaga jej usiąść, a Quinlan trzyma ją za drugą rękę.

Beckett w mgnieniu oka podchodzi do nich i obdarza Dorotheę i Quinlan szybkimi, lecz czułymi uściskami. Andy wyciąga dłoń i przytula Becketta nieco dłużej. Emanuje z niego rozdzierająca serce rozpacz. Słyszę zdławiony szloch i niemal sama się łamię.

Cała ta scena sprawia, że w głowie pojawiają mi się obrazy z pogrzebu Maxa. Miniaturowa różowa trumna na normalnej, czarnej trumnie, obie pokryte czerwonymi różami. Przypominają mi się słowa, których za nic nie chciałabym znowu usłyszeć: z prochu powstałeś, w proch się obrócisz. Przypominają mi się puste uściski, które w żaden sposób nie pocieszają. Co gorsza, już przed nimi byłaś obdarta do żywego mięsa, a po nich jesteś jeszcze bardziej przeczulona i odsłonięta.

Zaczynam znowu spacerować wśród szeptów typu: „kiedy będzie coś wiadomo?”. Twarze, które zawsze emanowały siłą i energią, są poorane troską i niepokojem. W pewnym momencie przystaję i okazuje się, że patrzę w oczy Andy’ego i Dorothei.

Wpatrujemy się w siebie w milczeniu. W ich twarzach odbija się moje niedowierzanie i cierpienie. W pewnym momencie Dorothea drżącą ręką chwyta moją dłoń, a ja wykrztuszam, potrząsając głową:

— Nie wiem, co… Przepraszam…

— Wiemy, kochanie — odpowiada, przyciąga mnie do siebie i dodajemy sobie otuchy wzajemnym uściskiem. — Wiemy.

— Colton jest silny — mówi Andy, gładząc mnie po plecach pokrzepiająco. Ale przytulanie z rodzicami, wzajemne dodawanie sobie otuchy, mokre policzki i stłumione szlochy sprawiają, że to wszystko staje się zbyt realne. Moja wiara, że to tylko zły sen, zostaje poważnie zachwiana.

Zataczam się w tył i próbuję się na czymś skupić. Na czymkolwiek, byle tylko nie stracić nadziei.

Ale wciąż widzę tylko twarz Coltona. Stoi bez ruchu pośród rozbieganych członków zespołu, którzy siedzą teraz ze mną i modlą się z głowami w dłoniach, zaciśniętymi ustami i zamkniętymi oczami. Stoi i z absolutną pewnością wyznaje mi swoje uczucia. Muszę się zatrzymać, żeby złapać oddech, bo ból w piersi, w sercu, jest nie do opanowania.

Moją uwagę znowu przykuwa telewizor. Słyszę jakiś podszept w podświadomości i odwracam się, żeby spojrzeć na ekran. Zapowiedź nowego filmu o Batmanie. Składam w całość zdarzenia z ostatniej godziny i moja nadzieja odżywa.

Książeczka o Spider-Manie na stoliku. Buty z Supermanem. Film o Batmanie. Próbuję to zracjonalizować i mówię sobie, że to przypadek. Że zobaczenie tych trzech superbohaterów to tylko zbieg okoliczności. A potem dochodzę do wniosku, że potrzebuję czwartego, żeby uwierzyć. Potrzebuję Iron Mana, żeby zamknąć krąg. To będzie znak, że Colton z tego wyjdzie.

I że wróci do mnie.

Oceń ten artykuł:

1 gwiazdka2 gwiazdki3 gwiazdki4 gwiazdki5 gwiazdek (106 głosów, średnia: 4,56 z 5)
zapisuję głos...
Komentarze
  1. bbo  26 maja 2015 11:56

    Mnie już wciągnęło…

    Odpowiedz
  2. martucha180  26 maja 2015 12:20

    Ja bym z chęcią przeczytała 3 tomy. Mam tylko jedno zastrzeżenie – do zdrobnienia imienia Rylee. Ry po prostu po polsku głupio brzmi.

    Odpowiedz
  3. macierzanka  26 maja 2015 15:21

    Ten fragment zachęcił mnie do przeczytania wszystkich tomów.

    Odpowiedz
  4. Patriszia  27 maja 2015 06:45

    Chętnie przeczytałabym całą książkę 🙂

    Odpowiedz
  5. lilkawodna  28 maja 2015 13:13

    Wciągający fragment. Książki zapewne są bardzo interesujące.

    Odpowiedz
  6. Kmakolagwa  28 maja 2015 19:54

    Mimo, że to tylko fragment to bardzo mnie zaintrygował. Chętnie bym przeczytała wszystkie trzy części.

    Odpowiedz
  7. Justyna  29 maja 2015 14:11

    Zainteresował mnie bardzo ten fragment 🙂 Jestem ciekawa całości 🙂

    Odpowiedz
  8. Anita  9 czerwca 2015 14:07

    Z chęcią przeczytam!!

    Odpowiedz
  9. martus2833  12 sierpnia 2015 18:19

    Mnie ten fragment nie wciągnął

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany